niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział dwudziesty pierwszy


Miałam wiele spraw do wyjaśnienia.
Zostawiłam Gerarda u pana Bartoli i szybko wsiadłam do swojego auta. Popędziłam prosto do The Wanted.
Zapukałam do ich drzwi, ale nikt mi nie otworzył. Słyszałam krzyki i wyzwiska. Odważyłam się wejść bez zaproszenia.
Stanęłam w progu salonu i to, co zobaczyłam, dosłownie przyprawiło mnie o ból głowy. Tom i Max wrzeszczeli na siebie, podczas gdy Kelsey mocno trzymała Parker'a, wstrzymując go od rzucenia się na Łysego.
Wymieniłam zaniepokojone spojrzenie z Sivą, który pilnował Max'a.
- Ty cholerny idioto! Egoisto! Byliśmy przyjaciółmi! - krzyczał Tom.
- Przyjaciele sobie ufają, a ty nawet nie próbujesz mnie wysłuchać! - warknął Max.
- Skoro Kelsey mówi, że to ty ją pocałowałeś, to co mam sobie kurwa myśleć? Chyba widziałem na własne oczy, durniu! - wrzasnął Parker.
Łzy stanęły mi w oczach i w tym samym momencie poczułam narastającą nienawiść do Kelsey.
- Jasne! Wierz tylko tej swojej świętej Kels! - odgryzł się Max.
Nathan prześlizgnął się obok mnie i wszedł do salonu, stając idealnie między Tomax'em. Nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem, co mnie zasmuciło. Był najważniejszym powodem moich odwiedzin tutaj.
- Przestaniecie się drzeć?! Głowa mi pęka! - przybrał ostry ton.
- Wybacz, paniczu Nathan'ie - prychnął Tom, lekko go popychając.
Stało się coś dziwnego. Nathan odsunął Kelsey i z pełną siłą usadowił Tom'a na kanapie. Zrobił to tak szybko, że aż rozdziawiłam usta ze zdziwienia.
Skorzystałam z okazji i podeszłam do Max'a. Złapałam go dyskretnie za rękę. Ścisnął moją i wypuścił z siebie powietrze, jakby ratował się od płaczu.
- Parker, musisz o czymś wiedzieć - zaczął Nath.
Kelsey otworzyła szerzej oczy i ze zdenerwowaniem wpatrywała się w twarz Młodego. To nie wróżyło dobrze.
- Wiem, że kochasz Kelsey i ufasz jej bezgranicznie. Wiesz też, że ostatnio zachowywałem się jak totalny idiota. Teraz tylko pogorszę sytuację, ale musisz o czymś wiedzieć - dodał Nath, widząc nieprzejednaną minę Tom'a.
- Teraz to i tak mi wszystko jedno - mruknął Tom.
- Wynająłem mieszkanie w Londynie. Jeździłem tam, żebyście myśleli, że kogoś mam. Chciałem zrobić wam wszystkim na złość - mówił Nathan. - Pewnego razu zrobiło mi się tak bardzo żal, że najzwyczajniej w świecie się upiłem. Do niedawna nie pamiętałem nic z tamtej nocy...
- Jeżeli chcesz nam opowiadać o swoich ekscesach, to może innym razem - Parker wstał, lecz Nathan zdecydowanym ruchem zmusił go do zajęcia miejsca na sofie.
- Nath - jęknęła Kelsey, ledwo słyszalnie.
- Twoja dziewczyna zadzwoniła do mnie. Pewnie podałem jej adres, nie wiedząc o tym - tutaj Nathan przeciągle westchnął. - Przyjechała. Nie zdążyła nawet wejść do mieszkania, a już się na mnie rzuciła, i...
Tom natychmiast się wyprostował, przez co widoczna była różnica wzrostu między Nathan'em i nim.
- I co?
- Spałem z Kelsey, Tom.
- Ty kretynie! Oszuście! Zdrajco! - wyzwiska wypływały z ust Toma w szybkim tempie.
Kelsey rozpłakała się głośno, a my wszyscy byliśmy w szoku. Tak wielkim, że objął nas paraliż.
Aż do czasu, gdy Tom zamachnął się i prawie uderzył Nath'a, gdy...
Stanęłam przed Sykes'em i zasłoniłam go, przy okazji sama obrywając. Siła uderzenia odepchnęła mnie do tyłu, lecz Nathan zdążył mnie złapać. Ból był ogromny.
- Oszalałaś?! - Nath wyglądał na bardzo zmartwionego.
- Fran! Jezu, przepraszam - głos Tom'a przepełniony był emocjami.
Złapałam się za policzek i stanęłam na równych nogach. Nie wiem kiedy, ale Jay przybiegł do pokoju z kawałkiem surowego mięsa, które położył mi na policzku.
- Co cię napadło? - szepnął, wpatrując się we mnie niebieskimi oczami. - Co was napadło?! - ryknął do reszty. - Widzicie, co narobiliście? Kelsey, może ty się wreszcie odezwiesz? Może mam opowiedzieć, jak się do mnie przystawiałaś w klubie?
Tom opadł na kanapę, chowając twarz w dłoniach. Jego ciałem zaczął wstrząsać płacz.
- Tom... - zaczęła Kelsey.
- Wynoś się! - krzyknął do niej, z łzami w oczach. - Wynoś się stąd i nigdy więcej nie chcę cię widzieć! Zniszczyłaś mi życie, lafiryndo! Masz się wynieść z mojego życia!
Potem wybiegł do swojego pokoju. Kelsey spojrzała na nas przerażonym wzrokiem.
- Nie słyszałaś, szmato? - warknął Max. - Mam nadzieję, że jesteś zadowolona.
Tak szybko jak to powiedział, tak szybko jej nie było. Max natychmiast ruszył za Tom'em.
Nathan nachylił się do mnie.
- Po co to zrobiłaś, Fran?
Siva zobaczył to. Powiedział wtedy:
- Jay, wyjdźmy. Dzisiaj jest chyba jakiś dzień szczerości.
Zostaliśmy sami. 
Tylko ja i on.  
Po tamtych wydarzeniach zupełnie nie miałam pojęcia, jak przeprowadzić tą rozmowę.
- Fran...
- Nath, ja o wszystkim wiem - powiedziałam zdecydowanie.
Westchnął, wbijając wzrok w podłogę.
- Jestem debilem. Spałem z dziewczyną przyjaciela, pokłóciłem się z wami wszystkimi i was oszukiwałem. Nie zasługuję na miejsce w The Wanted - oznajmił cicho.
- Idiota - mruknęłam.
- Co? - zmarszczył brwi.
- No idiota! - powtórzyłam. - Gdybyś tylko wiedział...
- Mów, w końcu mamy dzień szczerości - uśmiechnął się, szturchając mnie lekko.
Spuściłam głowę i myślałam nad tym wszystkim.
- Nath - zaczęłam cicho - ty jesteś dla mnie znacznie ważniejszy niż inni.
Przyglądał mi się z zainteresowaniem.
- Chcesz powiedzieć, że ty... odwzajemniasz moje uczucia? - spytał powoli.
Przez chwilę tonęłam w jego zielonych oczach. Jego twarz stopniowo zaczęła się przybliżać, a motyle w moim brzuchu trzepotały coraz głośniej.
Oprzytomniałam.
- To i tak nie ma sensu. Mam kogoś - podniosłam się.
- Chciałaś porozmawiać szczerze, a teraz unikasz odpowiedzi - również wstał i mierzył mnie wzrokiem.
Poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon i odczytałam sms-a od Joel'a.
"Właśnie wsiadamy do samolotu! Spodziewajcie się nas za kilka godzin!"
- To on? - głos Nathan'a stał się niższy.
Tylko kiwnęłam głową.
- Sam widzisz.
- Wracają?
Znowu kiwnęłam.
- Muszę zajrzeć do Tom'a i Max'a. 
- Idź.
Otworzyłam drzwi i będąc na progu, odwróciłam się ostatni raz w stronę Sykes'a.
- Wiesz, co jest najśmieszniejsze? - spytałam. - Że gdyby to wszystko potoczyło się troszeczkę inaczej, moglibyśmy być ze sobą.
- Teraz, jedynym na czym najbardziej mi zależy, to dalsza przyjaźń z tobą - powiedział szczerze. - Jeśli mi wybaczysz, będę szczęśliwy. Jeśli nie, zrozumiem. Wiem, że nie zakończysz związku z Joel'em dla mnie. Miałem swoją szansę i wszystko zwaliłem - dokończył.
- Zwaliłeś, po całości - zgodziłam się z nim.
Spojrzał na mnie, zatroskany.
- Będziesz miała niezłe limo.
Parsknęłam śmiechem. Cały stres i napięcie minęło. On też się uśmiechnął.
- Pomyślą, że mnie bijecie - dodałam.
- I będą mieli rację - wzruszył ramionami. - Obroniłaś mnie.
- Bo cię kocham, idioto - oświadczyłam, ale potem zdałam sobie sprawę ze znaczenia tych słów.
- Co powiedziałaś?
- Nie chciałam, żebyś źle wyglądał - odpowiedziałam szybko.
Zaśmiał się nerwowo.
- Czyli zgoda?
- To zależy od ciebie. Możesz znów mnie trochę powyzywać - ruszyłam brwiami.
- Już mi się to znudziło.
Podeszliśmy do siebie. Przytuliłam się do niego i zrobiło mi się tak lekko, jak jeszcze nigdy. Przymknęłam oczy i w całości korzystałam z tej chwili.
- Nath?
- Hmm?
- Obiecaj, że już się nie pokłócimy - szepnęłam w jego szyję. - To trochę męczące. Być obok ciebie i nie móc cię przytulić ani z tobą pożartować.
- Nawet nie wiesz, jak ja się męczyłem przez ten czas...
Oderwaliśmy się od siebie. Złapałam go za policzek i ścisnęłam go.
- Możesz pogadać z Tom'em? - poprosił.
- Ale ty z Max'em.
- Załatwione.
Stanęłam przed drzwiami do pokoju Tom'a. Serce biło mi jak oszalałe.
Co ja przed chwilą powiedziałam?
Powiedziałam, że kocham Nathan'a. 
Ale ja nie mogę go kochać. W końcu to... Nathan.
Uchyliłam lekko drzwi.
Tom leżał na brzuchu na łóżku, wpatrując się beznamiętnie w okno.
Usiadłam obok niego. Natychmiast wtulił się w mój brzuch.
- Dlaczego to tak boli? - zapytał cicho.
- Bo nigdy byś się nie spodziewał tego po osobie, którą kochasz - odpowiedziałam, wracając wspomnieniami do Arthur'a. - Do dziś pamiętam, jak pojechaliśmy oglądać wspólne mieszkanie. Od początku coś było nie tak, widziałam to. Usiedliśmy na parapecie i wtedy powiedział, że kocha kogoś innego. Dziewczynę, której szczerze nienawidziłam.
- Tu jest trochę inaczej. Podrywała moich przyjaciół. Spała z Nath'em, całowała się z Max'em i przystawiała się do Jay'a... Co to znaczy?
- To znaczy, że Siva jest mało atrakcyjny. Ale nie mów mu - zażartowałam.
Uśmiechnął się.
- Pogodziłaś się z Młodym?
- Tak.
- Czyli wiesz o wszystkim?
Westchnęłam, i pogładziłam go po włosach.
- Wiem, ale nie mam pojęcia, co z tym zrobić.
- Ja też nie mam pojęcia. Musisz przemyśleć, co do niego czujesz - szepnął. - Ale wiedz jedno. Nie zależało mu tak na nikim innym, jak teraz na tobie.
- Muszę pogadać z Jay'em. Wpadnę potem - stwierdziłam nagle.
- Wpadnij. W tym czasie zmienię status z 'w związku' na 'wolny' na facebook'u - mruknął ze smutkiem wyrytym w oczach.
- Ale wiesz, że cię kocham? Chłopcy też. Nathan i Max też. I Jay też - powiedziałam, na odchodne.
- Z wzajemnością!
Brzuch mnie rozbolał od tego dnia szczerości. Miałam już tylko jedną sprawę do załatwienia.
Jaybird siedział na podłodze, oparty plecami o łóżko. Gdy weszłam, natychmiast zmierzył wzrokiem moją twarz.
- Będzie limo - stwierdził.
Usiadłam obok niego. Milczeliśmy przez chwilę.
- Chciałabym wreszcie z tobą porozmawiać o wydarzeniach z czerwca - wydusiłam z siebie.
Nabrał powietrza i odrzucił głowę do tyłu.
- Co tak dokładniej chcesz wiedzieć?
- Nie wiem. Wszystko.
Jay położył dłoń na mojej i ponownie nabrał powietrza. Zaczął mówić, wpatrując się przed siebie.
- Dokuczałem ci, bo to było zabawne. Dodatkowo, świetnie maskowałem to, że mi się podobałaś. Nathan nie miał żadnych podejrzeń. Potem zaczęło robić się poważniej. Poczułem do ciebie coś, czego nie poczułem do żadnej innej osoby. Świadomość, że i tak prędzej czy później to Nathan będzie cię miał, dobijała mnie kompletnie. Zrobiłem się markotny i zły. Rywalizowałem o ciebie z Nathan'em podświadomie. Nasza przyjaźń strasznie się wtedy osłabiła... A potem cię pocałowałem i wiedziałem, że ty też musisz czuć coś do mnie. Uciekłem, bo... ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Postanowiłem się poddać, ze względu na Młodego.
- A teraz?
- Minęło sporo czasu. Wolę się z tobą przyjaźnić - uśmiechnął się. - Nie jestem stworzony do związków. Z Kelsey Ann też nie wypali.
- Dlaczego?
- Jest zbyt blisko drugiej Kelsey. Poza tym, ona nie lubi "Avatara" - bąknął, kręcąc głową z dezaprobatą.
Uśmiechnęłam się i uderzyłam go głową w głowę.
- Każdy kiedyś znajduje drugą połówkę - powiedziałam inteligentnie.
- Ja już dawno znalazłem - oznajmił spokojnie. - Myślisz, że Neytiri to tylko moja jaszczurka?
- Ble, nie mów lepiej nic więcej - skrzywiłam się.
- A kto jest twoją drugą połówką? - spytał.
- Chciałabym to wiedzieć...
Zeszłam na dół, a w salonie zobaczyłam, jak Max pociesza Tom'a. Zrobiło mi się lekko na sercu, widząc to. Parker wyglądał trochę lepiej, niż poprzednio. Siva uniósł kciuki do góry, zauważając mnie. Pokazałam, że wychodzę, na co skinął głową.
Potrzebowałam dużo czasu, żeby przemyśleć to, co czuję do Nathan'a. Czy to możliwe, że nie zauważyłam, kiedy przyjaźń zmieniła się w miłość?

~ perspektywa Nathan'a ~

Tom'a nie było u siebie, więc szybko zbiegłem na dół. Znalazłem go razem z Max'em i Sivą w salonie. Fran już nie było.
- Przepraszam. Jesteś moim przyjacielem, a ja ufałem Kels... nie tobie - mówił cicho Tom, przytulany przez Max'a.
- Już ci powiedziałem, że nic się nie stało - mruknął Łysy. - Kto jak kto, ale ja wiem, co to znaczy być opętanym przez kobietę.
Cicho podszedłem i usiadłem obok Parker'a. Wyprostował się prawie natychmiast i przybrał poważny wyraz twarzy.
- Dalej. Uderz mnie - odezwałem się.
- Powiedz mi tylko jedną rzecz - Tom odwrócił się do mnie. - Jakim cudem wskoczyła tobie do łóżka, skoro masz... no, najmniejszy sprzęt z nas wszystkich?
Ze zdziwieniem spojrzałem na Tom'a. On normalnie żartował! Uśmiechał się. Objął mnie ramieniem.
- Brachu, może i uważałem ten związek za poważny, ale przyjaźń liczy się dla mnie bardziej niż każda kobieta świata - powiedział spokojnie.
- A byłem pewny, że wyjdę z domu z obitą mordą - odetchnąłem, ściskając krótko Parker'a.
- Jakież to słodkie - zacmokał Jay z progu. - Też chcę!
I wskoczył na kolana Tom'owi. Po chwili Siva i Max też się dołączyli. 
- Skoro już w porządku, to wychodzę - Jay się podniósł i otrzepał spodnie.
- Gdzie?
- Muszę pogadać z Joel'em - oświadczył bojowo.
- Też chciałem do niego jechać - rzuciłem.
- To jedź ze mną - Loczek uśmiechnął się szczerze.
Prawie wyszliśmy z domu, gdy Max krzyknął za mną.
- Nath!
Odwróciłem się.
- Dobrze, że wróciłeś - oznajmił i chyba nawet był ze mnie dumny.
Wsiedliśmy do samochodu, James prowadził. Nie było innego wyjścia, skoro nie wiedziałem, gdzie mieszka Peat.
- Jay - zacząłem. - Przepraszam. Od pewnego czasu byłem zazdrosny i zły, przez co nasza przyjaźń trochę się zepsuła.
- Trochę? Roz...waliła się po całości - zaśmiał się James. - Ale słowa Tom'a są wyjątkowo cenne. Przyjaźń jest najważniejsza. Jaythan musi istnieć!
- Jak tylko wrócimy, zrobimy małą sesyjkę dla fanek - mrugnąłem do niego.
- W łóżku? Oby nie! Po ostatnim razie nadal mam okruszki na prześcieradle!
- Sam chciałeś oglądać horror. A ten popcorn się wyrzucił samoistnie - bąknąłem.
- Mogłeś mi chociaż łóżko odkurzyć - zauważył James ze śmiechem.
Kilka minut później staliśmy razem pod drzwiami do mieszkania Joel'a.
Nie miałem pojęcia, co Jay chce mu powiedzieć. Ja miałem zamiar go prosić o opiekowanie się Fran.
Zapukałem. Otworzyła nam wysoka blondynka o szarych, dużych i przygniecionych warstwą makijażu oczach.
- Kathryn? - spytałem zszokowany.
Zerknąłem na Jay'a. Nawet nie drgnął. Nie wyglądał na zaskoczonego.
Bez słowa ją wyminął, a jego twarz zdradzała stanowczość. Spojrzałem na Kathryn, byłą dziewczynę Joel'a.
- O co w tym chodzi? - zadałem jej pytanie.
- To nie tak, jak myślisz...
- Co to ma być?!
Natychmiast pobiegłem dalej do, jak mi się wydawało, salonu. Jay złapał Joel'a za koszulę i ze zdenerwowaniem czekał na odpowiedź.
- Możesz mnie puścić? Wtedy pogadamy!
Jay rzucił go agresywnie na kanapę i oblizał wargi. Podszedłem do Loczka, nie rozumiejąc zupełnie nic.
- Bird? - podniosłem wzrok na przyjaciela.
- Oszukuje Fran! - powiedział do mnie, choć nie spuszczał wzroku z Joel'a.
- Wiem, umawialiśmy się - zaczął tamten.
- Dokładnie, umawialiśmy się! Pamiętasz, co mi obiecałeś? Widzę, że nie - tutaj James wskazał na Kathryn.
- Miałem rzucić Kathryn dla Fran? Daj spokój! Ona po prostu musi uwierzyć, że z nią jestem! To nie znaczy, że mam kończyć z poprzednim życiem - warknął Joel, wstając na równe nogi.
Wyjaśniło się wszystko.
To była tylko gra. Joel nie interesował się Fran. Chodziło jedynie o promocję i o media. Francessa nie wiedziała o niczym, uwierzyła mu. Nawet ja mu uwierzyłem, choć początkowo miałem takie same plany.
- Joel - rzucił ostrzegawczo Jay, z powrotem posyłając go na kanapę. - Nie spodziewałem się tego po tobie. Po każdym, ale nie po tobie.
Serce mocniej mi zabiło. Zdenerwowanie wzięło górę.
- Nigdy bym nie pomyślał, że to zrobię - powiedziałem do siebie, po czym przywaliłem Joel'owi w twarz.
Jay spojrzał na mnie z nieukrywanym szokiem.
- To za Fran - zastrzegłem, wiercąc wzrokiem dziurę w twarzy Joel'a.
Bird złapał mnie za ramiona i wyprowadził z mieszkania. Staliśmy na klatce schodowej i patrzyliśmy na siebie.
- Nie mów jej - poprosił James. - Najlepiej będzie, jak się nie dowie.
- O czym? O tym, że on ją oszukuje? - spytałem.
- To proste, że nie pozwolę, by z nim była - oświadczył. - Nie pozwolimy, prawda? - poprawił się.
- Jasne, że nie.
- Niedługo jest premiera tej głupiej komedii Dougie'ego, pamiętasz? Zaproś Fran. Niech nie idzie z Joel'em - powiedział. - Na after party wszystko musi się jakoś rozwiązać.
- Czemu nie ty?
- Bo to ty zasługujesz na to, żeby z nią być. Kochasz ją.
Kiwnąłem głową.
Poczułem, że stoi przede mną mój bohater. Mój idol. Mój przyjaciel. 
Niespodziewanie przytuliłem Jay'a.

O matulu... Jaki zwalony rozdział.
Przepraszam wszystkich, którzy dostali jakiejś choroby psychicznej po przeczytaniu tego.
W mojej głowie jakoś lepiej to wyglądało, no ale...
Wybaczcie, musiałam! Musiałam pozbyć się Kelsey, w tym opowiadaniu mi się zupełnie nie podobała. 
Kryzys zażegnany, The Wanted znowu razem... Takie tam nudy.

Kochani moi!
Wiecie, o co chcę Was prosić?
Zaglądajcie na mojego nowego bloga i komentujcie, proszę. Dopiero zaczynam, więc zawsze można go usunąć, jeśli Wam się nie podoba.
Jeżeli wczoraj ktoś miał problem z zostawieniem komentarza, dzisiaj powinno już być okej. 
Więc baaaaaaardzo Was o to proszę. 

Jeszcze raz link ->> http://we-were-meant-to-fly.blogspot.com


Jeśli kochacie Nathan'a, Jay'a, Max'a, Tom'a i Sivę, nawet jeśli jeden z nich to oszust, to zapraszam!
Gwarantuję, że wielkich smutasów tam nie będzie.


No więc tak... Trzymajcie się i do następnego!



sobota, 9 lutego 2013

środa, 6 lutego 2013

Rozdział dwudziesty


- No, rozchmurz się - Brad pstryknął mnie w ucho.
- Od godziny czeszesz mi włosy, co w tym wesołego? - mruknęłam. - Jestem niewyspana, zła i na dodatek Siva zasypuje mnie opowieściami o jego przyszłym ślubie. Moje życie nie ma sensu.
- Chyba nie jesteś zazdrosna? Jak się postarasz, to wyjdziesz za Joel'a - powiedział, lakierując mi włosy.
Zaniosłam się śmiechem, aż Nathan, któremu obok podcinano grzywkę, spojrzał na naszą dwójkę.
- Wreszcie się roześmiałaś! A twoje włosy są już gotowe.
Spojrzałam w lustro. Zwykły kok. Zwykły, normalny kok zajął mu godzinę.
- Och, niech to już się skończy! - jęknęłam.
Nie dość, że wczoraj do domu wróciłam dopiero koło 4, bo chłopakom zachciało się świętowania, wszyscy musieliśmy pojawić się na planie o siódmej. Miało to takie skutki, że podczas robienia makijażu lub modelowania włosów przysypialiśmy. 

Pierwsza scena teledysku do "Something I can not explain", czyli mojej piosenki z The Wanted, rozgrywała się na ulicy. Było to jedyne realne miejsce w całym teledysku, reszta miała być wykonana z najróżniejszych materiałów, co przypominało kreskówkę.
Na tejże ulicy miałam przypadkowo spotkać Loczka, przez którego na ziemię rozsypią się moje książki.
- Akcja!
Zaczęłam swobodnie iść, patrząc tylko na ulicę i przyciskając do piersi kilka książek. Gdyby przyjrzeć się bliżej, ktoś zauważyłby tytuły takie, jak: "Młoda mama w pracy" lub "Co to jest akumulator? Poradnik dla początkujących mechaników".
Jay wpadł na mnie w tym momencie, w którym powinien. Szybko wypuściłam książki z rąk i jęknęłam cicho.
- Przepraszam! Nie chciałem - powiedział Jay, klękając i zaczynając zbierać książki.
Zrobiłam to samo, i wtedy czekał na mnie nie lada wyczyn. Uniosłam głowę i spojrzałam w oczy Loczka. Moja mina miała wyrażać zupełne zauroczenie, olśnienie. Ujęcie na moją twarz i dwójka statystów, którzy za pomocą małego wiatraczka rozwiali moje włosy. 
Kiedy uciekli, kamera miała ująć twarz Jay'a. Zmarszczył brwi i spytał:
- Wszystko okej?
- Ee... Tak, tak! Jasne - otrząsnęłam się.
Wstaliśmy, a Jay podał mi moje książki.
- Jeszcze raz przepraszam. Może jeszcze kiedyś się spotkamy - puścił do mnie oczko.
Potem wyminął mnie, a ja musiałam nabrać powietrza i potem głośno je wypuścić. Obejrzałam się za siebie, ale jak było w scenariuszu, po Jay'u ślad zaginął.
- Stop!
Jay wybiegł zza rogu i gdy był przy mnie, objął mnie ramieniem.
- Brawo, Kochani - Dougie, reżyser, klaskał w dłonie. - Scena nie wymaga powtórzenia, wyszło naprawdę dobrze!
Jay wyciągnął do mnie dłoń, a ja przybiłam mu piątkę. Potem zarzucił lokami i powiedział:
- Ma się ten talent aktorski!

Odetchnęłam, gdy byliśmy już w naszym studio. Kiedy trwały roboty przy dekoracjach do następnej sceny, ja byłam już przebrana. Miałam na sobie wysoce wyjściowy dres do biegania, a włosy związane w wysokiego kucyka. Max klepnął obok mnie, ubrany jedynie w opięty biały podkoszulek i spodenki sięgające kolan. Mieliśmy biegać.
- Jak samopoczucie? - zapytał.
- Wiesz... straszne - westchnęłam. - Głowa mnie boli.
- A ja mam kaca. Przebijesz to? - bąknął, opierając głowę na moim ramieniu i przymykając oczy.
- Service! Service! - wołał Siva gdzieś z oddali.
Kiedy wyłonił się z korytarza, jadąc na wózku zastawionym jedzeniem i wszystkim innym, miałam ochotę rzucić mu się na szyję.
- Macie, gołąbeczki - powiedział, tym swoim irlandzkim akcentem. - Kawa dla Fancy, apap dla Max'ia. Coś jeszcze?
- Kocham cię, Seev - zapiszczałam, sięgając po kawę.
- Pamiętaj, że mam narzeczoną - wspaniałomyślnie mnie poinformował.
- Nie, nie zaczynaj znowu tej gadki o ślubie - jęknął Max.
- SIVA! NIE SKOŃCZYŁEM KANAPKI! 
Sekundę po tym wpadł Tom-Tom i pochylał się nad wózkiem. Szukał czegoś wzrokiem, a ostatecznie zmroził spojrzeniem Sivę.
- Gdzie ona jest? - wycedził.
- Co?
- Moja kanapka! - wskazał palcem na jedzenie. - Była tu! Właśnie tu! Pomiędzy bananem a winogronami!
Max połknął apap i popił go moją kawą. Gdyby sytuacja między Sivą a Tom'em nie była taka śmieszna, pewnie nakrzyczałabym na Max'a za nieostrożność.
Irlandczyk skrzywił się lekko.
- Tak się składa, że - zaczął, przeciągając samogłoski - ona jest już w moim przewodzie pokarmowym.
Tom zmrużył powieki i oparł się o wózek, jakby nie mógł pogodzić się ze stratą.
- Gdzie ona jest? - powtórzył z niedowierzaniem.
- W moim... przewodzie... pokarmowym - wyjąkał Siva.
- Kanapka z serem i szynką. I z pomidorem - mówił do mnie Parker. - Taka, jaką lubię. A on ją zeżarł!
- Ja jej nie zeżarłem! Ona sama na mnie spojrzała i kazała się zjeść - Siva powoli zaczął się cofać do wyjścia.
- Zapłacisz za to!
Zrobili kilka kółek wokół kanapy, podczas kiedy ja pociągnęłam kilka łyków kawy z filiżanki. Potem wybiegli z pomieszczenia w stronę garderoby.
- Pomogło już? - spytałam George'a, lekko uderzając głową o jego głowę.
- Jeszcze czekam - szepnął, jakby nie miał siły na nic więcej.
W ciszy wypiłam resztę kawy, ale potem zaczęłam mieć wątpliwości co do Max'a. Przysnął sobie na moim ramieniu. Nie chciałam go budzić, ale dzięki Bogu - wtedy wleciał nadal uciekający Siva i wywrócił wózek z jedzeniem. Narobił tyle hałasu, że Max sam się ocknął.

Biegłam lekkim truchtem w miejscu, jak mi nakazano. Nie musiałam już nic mówić, bo w tle miała lecieć muzyka, co nadawało mi tempo biegu. 
Więc, biegłam jako zrelaksowana dziewczyna, i obejrzałam się za siebie. Max ze swoim uśmiechem numer 5, czyli tym trochę obleśnym, ale idealnym do podrywu, wyrównał się ze mną w biegu. Patrzyłam na niego ze zdegustowaną miną i co chwila odwracałam wzrok. Za to on był w swoim żywiole. Puszczał mi oczko, potem zrobił nawet gwiazdę, i uśmiechał się przez cały czas.
Statyści dyskretnie postawili przed nim tekturowe drzewo. Zaraz potem uderzył w nie głową i oczywiście - wywrócił się. 
Rozejrzałam się szybko, a potem uciekłam z obiektywu.
- Kamera, stop! Pięknie, Kochani. Praca z wami to przyjemność.
Kucnęłam przy Max'ie. Jego oczy były zamknięte, a nadal leżał na ziemi.
- Max? 
I zanim zdążyłam się zorientować, Max rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. Wielkiej siły wymagało, żebym od niego uciekła. Niestety wpadłam zaraz w ramiona Tom'a, który uniósł mnie do góry i przytrzymał, by Max mógł się wyżyć. Darłam się wniebogłosy, ale łaskotki były rzeczą, jakiej nie mogłam wytrzymać.
- Tak robimy, kiedy mamy przerwę w nagrywaniu teledysku - powiedział Jay, nagrywając naszą 'bójkę'.
Kopnęłam Max'a lekko w krok, a Tom'a delikatnie ugryzłam w rękę. Obydwoje natychmiast zostawili mnie w spokoju. Jay wybuchnął śmiechem. Spojrzałam na niego.
- Śmieszy cię to, McGuiness? - spytałam, łaskocząc go w bok.
Ochota na zabawę mi przeszła, kiedy zobaczyłam Nathan'a. Opierał się o ścianę z kawą w dłoni i przyglądał się nam. Musiał dostrzec, że go obserwuję, bo zrobił dosyć nieprzyjemną minę i wyszedł z pomieszczenia.
Jay wyłączył kamerę.
- Orchard - zaczął miękko James, ale za chwilę się poprawił. - Fran... Wiem, jak się teraz czujesz. Ta cała sprawa z Nath'em jest świeża i ja też jeszcze nie rozumiem, co się z nim dzieje. Martwię się o niego.
Miałam ochotę krzyknąć: a więc Jaythan jest prawdziwy!, jednak to nie byłoby na miejscu.
- Nie wiem, czy chcę o nim rozmawiać - odparłam, czując jak jeszcze większy żal odznacza się w moich oczach.
- Przecież wiem, że ci na nim zależy.
- Tobie też, prawda? - podjęłam, ściszając ton głosu. - Wtedy, kiedy między nami coś było, nie chciałeś tego rozwijać ze względu na Sykes'a. Tak?
Automatycznie wzrok Loczka powędrował w dół. Odwrócił się do mnie bokiem, prawą ręką grzebiąc sobie we włosach.
- To nie jest dobry moment, żeby o tym rozmawiać - oznajmił, spoglądając na statystów ustawiających kartonowe regały.
- Sam widzisz - westchnęłam.
- Fraan - usłyszałam. - Długo mam jeszcze czekać na twoje włosy?
Brad wyglądał niebezpiecznie z nożyczkami i grzebieniem w ręku. 
- Powiedziałabym jakiś głupi żart, ale mam pustkę w głowie - bąknęłam, idąc w jego kierunku.

Chciałam przedłużyć układanie włosów maksymalnie jak najdłużej. Potem przez prawie dwadzieścia minut zakładałam zielone i dopasowane ogrodniczki twierdząc, że się w nie nie mieszczę.
Oczywiście, chodziło o to, że zbliżała się scena, w której miałam grać z Nath'em.
Bardzo, ale to bardzo zależało mi na tym palancie i wiedziałam, że niedługo go uderzę tak mocno, aż w końcu się ogarnie.
Na moje nieszczęście, w białej koszuli i różowej muszce wyglądał zupełnie niewinnie. On nawet się uśmiechał!
- Cześć - zawołałam.
Nathan spojrzał na mnie z wyraźnym zaskoczeniem, ale ja zwróciłam się do dziewczyny, która akurat go pudrowała.
- Hej - odparła takim głosem, jak gdyby zesłano na nią Ducha Świętego.
- Gotowi? - Dougie wkroczył do akcji. - Powtórzmy scenariusz.
- Wchodzę, przeglądam płyty, zauważam jego i wywalam się - wydaje mi się, że odpowiednio zakomunikowałam, że nie mam ochoty na nagrywanie tej sceny.
- Słucham muzyki, tańczę jak idiota, a potem zalecam się do niej - och, chyba Nathan mnie przebił.
- Świetnie, widzę że jesteście zadowoleni - zauważył Dougie z ironią.
- Uwierz w moje zdolności - prychnęłam. - Świetnie potrafię udawać, że kogoś lubię.
- Zgadzam się. Nikt nie umie grać, tak jak ty - cyniczny uśmieszek pojawił się na twarzy Nath'a natychmiast.
Dougie ostatni raz posłał nam zdziwione spojrzenie. No tak! Kto by się spodziewał że Fran i Nathan, dotychczas bardzo bliscy przyjaciele, zaczną zachowywać się w taki sposób.
Poszukałam wsparcia w chłopakach. Max uśmiechnął się pokrzepiająco, a Tom uniósł kciuki w górę. Pomyślałam, że najlepiej by było, gdyby zamiast Parker'a stał tam Joel. 
Weszłam za kartonowy regał, jeden ze statystów dał mi kilka płyt. Wśród nich było "Take Me Home", ale też "Chapman Square" zespołu Lawson. Zapatrzyłam się trochę na okładkę, a Nathan... jednym słowem zupełnie mnie ignorował.
- 3...2...1... Akcja - szepnął Dougie.
Rozległa się zwrotka naszej piosenki, w której akurat śpiewał Nath. Ruszałam lekko biodrami w rytm, przeglądając płyty. Specjalnie zatrzymałam się chwilę na Lawson, żeby gazety miały co pisać. Postanowiłam nadać rytm tej całej farsie ze mną i z Joel'em w roli głównej.
Podniosłam wzrok i załamałam się sama sobą. Uśmiechnęłam się, jak głupi do sera, ze względu na taniec Nathan'a. Powoli zdjął słuchawki z uszu i spojrzał mi w oczy. Przeszedł mnie dreszcz, mam nadzieję że niewidoczny. Schylił się do swoich płyt, podnosząc krążek Carly Rae Jepsen. A gdy zrobiono ujęcie jego twarzy, wyszeptał:
- So call me maybe?
Prychnęłam, i kręcąc głową, dalej przeglądałam płyty. Dougie zaczął machać rękami, więc podniosłam wzrok na Nath'a. Puścił mi oczko i uśmiechnął się zadziornie.
Potem, tak jak było w scenariuszu, przewróciłam się i wywaliłam na siebie płyty.
Koniec sceny.
Odetchnęłam z ulgą.
Nathan podszedł do mnie i wyciągnął rękę przed siebie, proponując pomoc przy wstawaniu. Zdmuchnęłam włosy z twarzy, odłożyłam płyty na bok i podniosłam się o własnych siłach.
Zanim Sykes odszedł, spojrzał na mnie, a jego usta wygięły się w dziwnym do zinterpretowania uśmiechu. Wredny, złośliwy? Na pewno. Ale było tam coś jeszcze... Coś, jakby duma.


Tom długo uczył się jeździć na deskorolce, przemierzając każdy metr w studio. Przy okazji zderzył się chyba z każdym pracownikiem.
Szybko nagrałam scenę z nim. Była łatwa - Tom miał udawać, że robi jakieś triki i przy okazji się przewrócić. Nie było o to wcale trudno, bo nawet nie umiał jeździć.
Najgorzej było grać z Sivą. To mój przyjaciel, a w dodatku narzeczony Ree! Nie dał oczywiście zapomnieć, że są już po zaręczynach.
Siedzieliśmy wszyscy razem, oprócz Nathan'a, podczas gdy sala przygotowywana była na finałową scenę. Miałam na sobie niebieską za kolana sukienkę z trenem oraz srebrne trampki. Jay ubrany był w wysokiej klasy garnitur i wyglądał dosyć przystojnie.
- Fran - zaczął Siva. - Czemu musimy dowiadywać się o wszystkim z mediów?
- Co masz na myśli? - zmarszczyłam czoło, obierając mandarynkę.
- Chodzisz z Joel'em? - spytał Tom tak szybko, że z trudem go zrozumiałam.
Westchnęłam głęboko. Po co miałam kłamać? I tak ta rozmowa przeciągnęła się w czasie.
- Tak.
Max natychmiast złapał mnie za ucho i zaczął w dziwny sposób badać jego strukturę, Tom klaskał jak oszalały, a Siva wydał z siebie dźwięk typu 'yaay!' i mnie przytulił. Jay siedział w tym samym miejscu.
- Jestem z ciebie dumny! - zaśmiał się Tom.
- Nareszcie znalazłaś kogoś sensownego! - to był Siva.
- I czyja to zasługa? To wujek Max cię zapoznał - Max powiedział to szczerząc zęby, dzięki czemu jego głos brzmiał bardziej dziecinnie.
- Loczuś, a ty co nic nie mówisz? - Parker szturchnął przyjaciela w bok.
- Naprawdę się cieszę, Orchard - Jay uśmiechnął się do mnie lekko.
- McGuiness! Orchard! Na plan!
Poderwaliśmy się z Jay'em i biegiem ruszyliśmy na korytarz. Tam po prostu spacerowaliśmy.
- Nie powiesz nic więcej? Myślałam, że to szok. Mój związek z Joel'em - odezwałam się niepewnie.
- To na pewno lepszy wybór, niż... niż ja - przyznał James.
- Jay...
Martin nas pospieszył, więc natychmiast weszliśmy do sali. Cała podłoga spowita była w mlecznej mgle. Wspięłam się trzy schodki wyżej, na mały podest. Loczek stanął na wprost, na samym końcu sali.
Akcja. Jedynym, co musieliśmy zrobić, było podejście do siebie i przytulenie. Wszystko szło idealnie, aż w pewnym momencie... Jay się wywalił. Wybuchnęłam gromkim śmiechem, który nasilił się zaraz po błyskawicznym podniesieniu się Jay'a.
- Dalej! Dalej! - krzyknął Dougie.
Zaczęłam biec, Jay zrobił to samo. Rozłożył ramiona. Wpadłam w jego objęcia. Lekko uniósł mnie nad ziemię. Znów usłyszeliśmy krzyk reżysera.
- Praca z wami była przyjemnością - Dougie zeskoczył z krzesła. - Fran, specjalnie gratulacje dla ciebie. Jutro zapraszam do wytwórni na obejrzenie teledysku!
Jay został jeszcze w sali, gdy ja już wyszłam. Przemierzałam korytarz, idąc w stronę garderoby. Po drodze usłyszałam krzyk Nathan'a. Zatrzymałam się przy drzwiach od łazienki męskiej.
- Nathan! Uspokój się! - rozpoznałam głos Martina.
- Obiecałeś mi.
- Nic ci nie obiecywałem! 
- Obiecałeś mi, że będzie moja!
- Jak mogłem ci obiecać Fran?
Zrobiło mi się gorąco. Czy to miała być odpowiedź na naszą kłótnię z Sykes'em?
- Ona miała być moja. Po co wplątywałeś Joel'a? Chciałeś zyskać więcej, prawda? Im bardziej ich rozsławisz, tym więcej dostaniesz w łapę. Tak to działa?
- Nath! 
- No co?! Wiesz, że mi na niej zależy. Wiesz, że ją kocham! Miałeś jej zaproponować związek ze mną, dla mediów!
- To i tak by ci nie pomogło w byciu z nią.
- Jak nie Jay, to teraz Joel. Co zrobiłem nie tak?
Zabolało mnie coś w środku. Głos Nathan'a był zupełnie inny. Nigdy go takiego nie słyszałam.
Nathan płakał.
- Wiesz, w czym był twój największy błąd? - Martin odezwał się tym swoim opiekuńczym tonem. - To, że nie powiedziałeś jej wprost, co czujesz. Teraz może być już za późno.
- I na dodatek zachowuję się jak palant, kłócąc z nią.
- Nathan, uspokój się. Musisz wracać. Zauważą, że cię nie ma. Skończyli już.
Na te słowa natychmiast podwinęłam sukienkę i uciekłam, byle najdalej od tamtego miejsca.
Nathan płakał. 
Nathan mnie kocha.

Cześć.
Przepraszam, że dopiero dziś dodaję rozdział, ale dobrze, że w ogóle jest.
Nie napiszę już nic, bo dzisiejszy dzień mnie rozemocjonował <Dionne i Nathan, show The Wanted w US, twitcam>...
Trzymajcie się.

12 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ.