środa, 6 lutego 2013

Rozdział dwudziesty


- No, rozchmurz się - Brad pstryknął mnie w ucho.
- Od godziny czeszesz mi włosy, co w tym wesołego? - mruknęłam. - Jestem niewyspana, zła i na dodatek Siva zasypuje mnie opowieściami o jego przyszłym ślubie. Moje życie nie ma sensu.
- Chyba nie jesteś zazdrosna? Jak się postarasz, to wyjdziesz za Joel'a - powiedział, lakierując mi włosy.
Zaniosłam się śmiechem, aż Nathan, któremu obok podcinano grzywkę, spojrzał na naszą dwójkę.
- Wreszcie się roześmiałaś! A twoje włosy są już gotowe.
Spojrzałam w lustro. Zwykły kok. Zwykły, normalny kok zajął mu godzinę.
- Och, niech to już się skończy! - jęknęłam.
Nie dość, że wczoraj do domu wróciłam dopiero koło 4, bo chłopakom zachciało się świętowania, wszyscy musieliśmy pojawić się na planie o siódmej. Miało to takie skutki, że podczas robienia makijażu lub modelowania włosów przysypialiśmy. 

Pierwsza scena teledysku do "Something I can not explain", czyli mojej piosenki z The Wanted, rozgrywała się na ulicy. Było to jedyne realne miejsce w całym teledysku, reszta miała być wykonana z najróżniejszych materiałów, co przypominało kreskówkę.
Na tejże ulicy miałam przypadkowo spotkać Loczka, przez którego na ziemię rozsypią się moje książki.
- Akcja!
Zaczęłam swobodnie iść, patrząc tylko na ulicę i przyciskając do piersi kilka książek. Gdyby przyjrzeć się bliżej, ktoś zauważyłby tytuły takie, jak: "Młoda mama w pracy" lub "Co to jest akumulator? Poradnik dla początkujących mechaników".
Jay wpadł na mnie w tym momencie, w którym powinien. Szybko wypuściłam książki z rąk i jęknęłam cicho.
- Przepraszam! Nie chciałem - powiedział Jay, klękając i zaczynając zbierać książki.
Zrobiłam to samo, i wtedy czekał na mnie nie lada wyczyn. Uniosłam głowę i spojrzałam w oczy Loczka. Moja mina miała wyrażać zupełne zauroczenie, olśnienie. Ujęcie na moją twarz i dwójka statystów, którzy za pomocą małego wiatraczka rozwiali moje włosy. 
Kiedy uciekli, kamera miała ująć twarz Jay'a. Zmarszczył brwi i spytał:
- Wszystko okej?
- Ee... Tak, tak! Jasne - otrząsnęłam się.
Wstaliśmy, a Jay podał mi moje książki.
- Jeszcze raz przepraszam. Może jeszcze kiedyś się spotkamy - puścił do mnie oczko.
Potem wyminął mnie, a ja musiałam nabrać powietrza i potem głośno je wypuścić. Obejrzałam się za siebie, ale jak było w scenariuszu, po Jay'u ślad zaginął.
- Stop!
Jay wybiegł zza rogu i gdy był przy mnie, objął mnie ramieniem.
- Brawo, Kochani - Dougie, reżyser, klaskał w dłonie. - Scena nie wymaga powtórzenia, wyszło naprawdę dobrze!
Jay wyciągnął do mnie dłoń, a ja przybiłam mu piątkę. Potem zarzucił lokami i powiedział:
- Ma się ten talent aktorski!

Odetchnęłam, gdy byliśmy już w naszym studio. Kiedy trwały roboty przy dekoracjach do następnej sceny, ja byłam już przebrana. Miałam na sobie wysoce wyjściowy dres do biegania, a włosy związane w wysokiego kucyka. Max klepnął obok mnie, ubrany jedynie w opięty biały podkoszulek i spodenki sięgające kolan. Mieliśmy biegać.
- Jak samopoczucie? - zapytał.
- Wiesz... straszne - westchnęłam. - Głowa mnie boli.
- A ja mam kaca. Przebijesz to? - bąknął, opierając głowę na moim ramieniu i przymykając oczy.
- Service! Service! - wołał Siva gdzieś z oddali.
Kiedy wyłonił się z korytarza, jadąc na wózku zastawionym jedzeniem i wszystkim innym, miałam ochotę rzucić mu się na szyję.
- Macie, gołąbeczki - powiedział, tym swoim irlandzkim akcentem. - Kawa dla Fancy, apap dla Max'ia. Coś jeszcze?
- Kocham cię, Seev - zapiszczałam, sięgając po kawę.
- Pamiętaj, że mam narzeczoną - wspaniałomyślnie mnie poinformował.
- Nie, nie zaczynaj znowu tej gadki o ślubie - jęknął Max.
- SIVA! NIE SKOŃCZYŁEM KANAPKI! 
Sekundę po tym wpadł Tom-Tom i pochylał się nad wózkiem. Szukał czegoś wzrokiem, a ostatecznie zmroził spojrzeniem Sivę.
- Gdzie ona jest? - wycedził.
- Co?
- Moja kanapka! - wskazał palcem na jedzenie. - Była tu! Właśnie tu! Pomiędzy bananem a winogronami!
Max połknął apap i popił go moją kawą. Gdyby sytuacja między Sivą a Tom'em nie była taka śmieszna, pewnie nakrzyczałabym na Max'a za nieostrożność.
Irlandczyk skrzywił się lekko.
- Tak się składa, że - zaczął, przeciągając samogłoski - ona jest już w moim przewodzie pokarmowym.
Tom zmrużył powieki i oparł się o wózek, jakby nie mógł pogodzić się ze stratą.
- Gdzie ona jest? - powtórzył z niedowierzaniem.
- W moim... przewodzie... pokarmowym - wyjąkał Siva.
- Kanapka z serem i szynką. I z pomidorem - mówił do mnie Parker. - Taka, jaką lubię. A on ją zeżarł!
- Ja jej nie zeżarłem! Ona sama na mnie spojrzała i kazała się zjeść - Siva powoli zaczął się cofać do wyjścia.
- Zapłacisz za to!
Zrobili kilka kółek wokół kanapy, podczas kiedy ja pociągnęłam kilka łyków kawy z filiżanki. Potem wybiegli z pomieszczenia w stronę garderoby.
- Pomogło już? - spytałam George'a, lekko uderzając głową o jego głowę.
- Jeszcze czekam - szepnął, jakby nie miał siły na nic więcej.
W ciszy wypiłam resztę kawy, ale potem zaczęłam mieć wątpliwości co do Max'a. Przysnął sobie na moim ramieniu. Nie chciałam go budzić, ale dzięki Bogu - wtedy wleciał nadal uciekający Siva i wywrócił wózek z jedzeniem. Narobił tyle hałasu, że Max sam się ocknął.

Biegłam lekkim truchtem w miejscu, jak mi nakazano. Nie musiałam już nic mówić, bo w tle miała lecieć muzyka, co nadawało mi tempo biegu. 
Więc, biegłam jako zrelaksowana dziewczyna, i obejrzałam się za siebie. Max ze swoim uśmiechem numer 5, czyli tym trochę obleśnym, ale idealnym do podrywu, wyrównał się ze mną w biegu. Patrzyłam na niego ze zdegustowaną miną i co chwila odwracałam wzrok. Za to on był w swoim żywiole. Puszczał mi oczko, potem zrobił nawet gwiazdę, i uśmiechał się przez cały czas.
Statyści dyskretnie postawili przed nim tekturowe drzewo. Zaraz potem uderzył w nie głową i oczywiście - wywrócił się. 
Rozejrzałam się szybko, a potem uciekłam z obiektywu.
- Kamera, stop! Pięknie, Kochani. Praca z wami to przyjemność.
Kucnęłam przy Max'ie. Jego oczy były zamknięte, a nadal leżał na ziemi.
- Max? 
I zanim zdążyłam się zorientować, Max rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. Wielkiej siły wymagało, żebym od niego uciekła. Niestety wpadłam zaraz w ramiona Tom'a, który uniósł mnie do góry i przytrzymał, by Max mógł się wyżyć. Darłam się wniebogłosy, ale łaskotki były rzeczą, jakiej nie mogłam wytrzymać.
- Tak robimy, kiedy mamy przerwę w nagrywaniu teledysku - powiedział Jay, nagrywając naszą 'bójkę'.
Kopnęłam Max'a lekko w krok, a Tom'a delikatnie ugryzłam w rękę. Obydwoje natychmiast zostawili mnie w spokoju. Jay wybuchnął śmiechem. Spojrzałam na niego.
- Śmieszy cię to, McGuiness? - spytałam, łaskocząc go w bok.
Ochota na zabawę mi przeszła, kiedy zobaczyłam Nathan'a. Opierał się o ścianę z kawą w dłoni i przyglądał się nam. Musiał dostrzec, że go obserwuję, bo zrobił dosyć nieprzyjemną minę i wyszedł z pomieszczenia.
Jay wyłączył kamerę.
- Orchard - zaczął miękko James, ale za chwilę się poprawił. - Fran... Wiem, jak się teraz czujesz. Ta cała sprawa z Nath'em jest świeża i ja też jeszcze nie rozumiem, co się z nim dzieje. Martwię się o niego.
Miałam ochotę krzyknąć: a więc Jaythan jest prawdziwy!, jednak to nie byłoby na miejscu.
- Nie wiem, czy chcę o nim rozmawiać - odparłam, czując jak jeszcze większy żal odznacza się w moich oczach.
- Przecież wiem, że ci na nim zależy.
- Tobie też, prawda? - podjęłam, ściszając ton głosu. - Wtedy, kiedy między nami coś było, nie chciałeś tego rozwijać ze względu na Sykes'a. Tak?
Automatycznie wzrok Loczka powędrował w dół. Odwrócił się do mnie bokiem, prawą ręką grzebiąc sobie we włosach.
- To nie jest dobry moment, żeby o tym rozmawiać - oznajmił, spoglądając na statystów ustawiających kartonowe regały.
- Sam widzisz - westchnęłam.
- Fraan - usłyszałam. - Długo mam jeszcze czekać na twoje włosy?
Brad wyglądał niebezpiecznie z nożyczkami i grzebieniem w ręku. 
- Powiedziałabym jakiś głupi żart, ale mam pustkę w głowie - bąknęłam, idąc w jego kierunku.

Chciałam przedłużyć układanie włosów maksymalnie jak najdłużej. Potem przez prawie dwadzieścia minut zakładałam zielone i dopasowane ogrodniczki twierdząc, że się w nie nie mieszczę.
Oczywiście, chodziło o to, że zbliżała się scena, w której miałam grać z Nath'em.
Bardzo, ale to bardzo zależało mi na tym palancie i wiedziałam, że niedługo go uderzę tak mocno, aż w końcu się ogarnie.
Na moje nieszczęście, w białej koszuli i różowej muszce wyglądał zupełnie niewinnie. On nawet się uśmiechał!
- Cześć - zawołałam.
Nathan spojrzał na mnie z wyraźnym zaskoczeniem, ale ja zwróciłam się do dziewczyny, która akurat go pudrowała.
- Hej - odparła takim głosem, jak gdyby zesłano na nią Ducha Świętego.
- Gotowi? - Dougie wkroczył do akcji. - Powtórzmy scenariusz.
- Wchodzę, przeglądam płyty, zauważam jego i wywalam się - wydaje mi się, że odpowiednio zakomunikowałam, że nie mam ochoty na nagrywanie tej sceny.
- Słucham muzyki, tańczę jak idiota, a potem zalecam się do niej - och, chyba Nathan mnie przebił.
- Świetnie, widzę że jesteście zadowoleni - zauważył Dougie z ironią.
- Uwierz w moje zdolności - prychnęłam. - Świetnie potrafię udawać, że kogoś lubię.
- Zgadzam się. Nikt nie umie grać, tak jak ty - cyniczny uśmieszek pojawił się na twarzy Nath'a natychmiast.
Dougie ostatni raz posłał nam zdziwione spojrzenie. No tak! Kto by się spodziewał że Fran i Nathan, dotychczas bardzo bliscy przyjaciele, zaczną zachowywać się w taki sposób.
Poszukałam wsparcia w chłopakach. Max uśmiechnął się pokrzepiająco, a Tom uniósł kciuki w górę. Pomyślałam, że najlepiej by było, gdyby zamiast Parker'a stał tam Joel. 
Weszłam za kartonowy regał, jeden ze statystów dał mi kilka płyt. Wśród nich było "Take Me Home", ale też "Chapman Square" zespołu Lawson. Zapatrzyłam się trochę na okładkę, a Nathan... jednym słowem zupełnie mnie ignorował.
- 3...2...1... Akcja - szepnął Dougie.
Rozległa się zwrotka naszej piosenki, w której akurat śpiewał Nath. Ruszałam lekko biodrami w rytm, przeglądając płyty. Specjalnie zatrzymałam się chwilę na Lawson, żeby gazety miały co pisać. Postanowiłam nadać rytm tej całej farsie ze mną i z Joel'em w roli głównej.
Podniosłam wzrok i załamałam się sama sobą. Uśmiechnęłam się, jak głupi do sera, ze względu na taniec Nathan'a. Powoli zdjął słuchawki z uszu i spojrzał mi w oczy. Przeszedł mnie dreszcz, mam nadzieję że niewidoczny. Schylił się do swoich płyt, podnosząc krążek Carly Rae Jepsen. A gdy zrobiono ujęcie jego twarzy, wyszeptał:
- So call me maybe?
Prychnęłam, i kręcąc głową, dalej przeglądałam płyty. Dougie zaczął machać rękami, więc podniosłam wzrok na Nath'a. Puścił mi oczko i uśmiechnął się zadziornie.
Potem, tak jak było w scenariuszu, przewróciłam się i wywaliłam na siebie płyty.
Koniec sceny.
Odetchnęłam z ulgą.
Nathan podszedł do mnie i wyciągnął rękę przed siebie, proponując pomoc przy wstawaniu. Zdmuchnęłam włosy z twarzy, odłożyłam płyty na bok i podniosłam się o własnych siłach.
Zanim Sykes odszedł, spojrzał na mnie, a jego usta wygięły się w dziwnym do zinterpretowania uśmiechu. Wredny, złośliwy? Na pewno. Ale było tam coś jeszcze... Coś, jakby duma.


Tom długo uczył się jeździć na deskorolce, przemierzając każdy metr w studio. Przy okazji zderzył się chyba z każdym pracownikiem.
Szybko nagrałam scenę z nim. Była łatwa - Tom miał udawać, że robi jakieś triki i przy okazji się przewrócić. Nie było o to wcale trudno, bo nawet nie umiał jeździć.
Najgorzej było grać z Sivą. To mój przyjaciel, a w dodatku narzeczony Ree! Nie dał oczywiście zapomnieć, że są już po zaręczynach.
Siedzieliśmy wszyscy razem, oprócz Nathan'a, podczas gdy sala przygotowywana była na finałową scenę. Miałam na sobie niebieską za kolana sukienkę z trenem oraz srebrne trampki. Jay ubrany był w wysokiej klasy garnitur i wyglądał dosyć przystojnie.
- Fran - zaczął Siva. - Czemu musimy dowiadywać się o wszystkim z mediów?
- Co masz na myśli? - zmarszczyłam czoło, obierając mandarynkę.
- Chodzisz z Joel'em? - spytał Tom tak szybko, że z trudem go zrozumiałam.
Westchnęłam głęboko. Po co miałam kłamać? I tak ta rozmowa przeciągnęła się w czasie.
- Tak.
Max natychmiast złapał mnie za ucho i zaczął w dziwny sposób badać jego strukturę, Tom klaskał jak oszalały, a Siva wydał z siebie dźwięk typu 'yaay!' i mnie przytulił. Jay siedział w tym samym miejscu.
- Jestem z ciebie dumny! - zaśmiał się Tom.
- Nareszcie znalazłaś kogoś sensownego! - to był Siva.
- I czyja to zasługa? To wujek Max cię zapoznał - Max powiedział to szczerząc zęby, dzięki czemu jego głos brzmiał bardziej dziecinnie.
- Loczuś, a ty co nic nie mówisz? - Parker szturchnął przyjaciela w bok.
- Naprawdę się cieszę, Orchard - Jay uśmiechnął się do mnie lekko.
- McGuiness! Orchard! Na plan!
Poderwaliśmy się z Jay'em i biegiem ruszyliśmy na korytarz. Tam po prostu spacerowaliśmy.
- Nie powiesz nic więcej? Myślałam, że to szok. Mój związek z Joel'em - odezwałam się niepewnie.
- To na pewno lepszy wybór, niż... niż ja - przyznał James.
- Jay...
Martin nas pospieszył, więc natychmiast weszliśmy do sali. Cała podłoga spowita była w mlecznej mgle. Wspięłam się trzy schodki wyżej, na mały podest. Loczek stanął na wprost, na samym końcu sali.
Akcja. Jedynym, co musieliśmy zrobić, było podejście do siebie i przytulenie. Wszystko szło idealnie, aż w pewnym momencie... Jay się wywalił. Wybuchnęłam gromkim śmiechem, który nasilił się zaraz po błyskawicznym podniesieniu się Jay'a.
- Dalej! Dalej! - krzyknął Dougie.
Zaczęłam biec, Jay zrobił to samo. Rozłożył ramiona. Wpadłam w jego objęcia. Lekko uniósł mnie nad ziemię. Znów usłyszeliśmy krzyk reżysera.
- Praca z wami była przyjemnością - Dougie zeskoczył z krzesła. - Fran, specjalnie gratulacje dla ciebie. Jutro zapraszam do wytwórni na obejrzenie teledysku!
Jay został jeszcze w sali, gdy ja już wyszłam. Przemierzałam korytarz, idąc w stronę garderoby. Po drodze usłyszałam krzyk Nathan'a. Zatrzymałam się przy drzwiach od łazienki męskiej.
- Nathan! Uspokój się! - rozpoznałam głos Martina.
- Obiecałeś mi.
- Nic ci nie obiecywałem! 
- Obiecałeś mi, że będzie moja!
- Jak mogłem ci obiecać Fran?
Zrobiło mi się gorąco. Czy to miała być odpowiedź na naszą kłótnię z Sykes'em?
- Ona miała być moja. Po co wplątywałeś Joel'a? Chciałeś zyskać więcej, prawda? Im bardziej ich rozsławisz, tym więcej dostaniesz w łapę. Tak to działa?
- Nath! 
- No co?! Wiesz, że mi na niej zależy. Wiesz, że ją kocham! Miałeś jej zaproponować związek ze mną, dla mediów!
- To i tak by ci nie pomogło w byciu z nią.
- Jak nie Jay, to teraz Joel. Co zrobiłem nie tak?
Zabolało mnie coś w środku. Głos Nathan'a był zupełnie inny. Nigdy go takiego nie słyszałam.
Nathan płakał.
- Wiesz, w czym był twój największy błąd? - Martin odezwał się tym swoim opiekuńczym tonem. - To, że nie powiedziałeś jej wprost, co czujesz. Teraz może być już za późno.
- I na dodatek zachowuję się jak palant, kłócąc z nią.
- Nathan, uspokój się. Musisz wracać. Zauważą, że cię nie ma. Skończyli już.
Na te słowa natychmiast podwinęłam sukienkę i uciekłam, byle najdalej od tamtego miejsca.
Nathan płakał. 
Nathan mnie kocha.

Cześć.
Przepraszam, że dopiero dziś dodaję rozdział, ale dobrze, że w ogóle jest.
Nie napiszę już nic, bo dzisiejszy dzień mnie rozemocjonował <Dionne i Nathan, show The Wanted w US, twitcam>...
Trzymajcie się.

12 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ.


niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział dziewiętnasty


Zaraz po wejściu do mieszkania, do moich nozdrzy dostała się mocna woń smażonego mięsa. "Nareesha w domu" - pomyślałam uradowana.
- Dzień dobry! - zawołałam, zdejmując kurtkę.
- Mam nadzieję, że się nie obrazisz. Postanowiłam ugotować obiad, bo strasznie burczało mi w brzuchu - odkrzyknęła.
- Czy się obrażę? Chyba będę całować się po rękach.
Robiłam dobrą minę do złej gry. Wszystko zwaliło mi się na głowę.
Uświadomiłam sobie, jak głupio się zachowałam. Po co mi ten związek z Joel'em? Właśnie wyjechał i nie będę go widzieć przez miesiąc. Musi to wyglądać sztucznie, skoro Nathan zareagował tak, a nie inaczej nawet na plotki.
- Narzekałam na twojego psa, ale pusto tu bez niego - usłyszałam z kuchni.
Och, świetnie. Będę musiała jeszcze prosić Nath'a o zwrot psa.
- Chyba dobrze, że Sykes wreszcie poczuł się za niego odpowiedzialny - odpowiedziałam, wchodząc do kuchni. - Do tej pory, jego opieka nad Gerardem ograniczała się do spacerów raz na tydzień i dawaniu pieniędzy na jedzenie.
- Uu, powiało chłodem - oparła się o szafki. - Powinnam o czymś wiedzieć?
- Powinnaś wiedzieć o wielu rzeczach - westchnęłam i padłam na krzesło. - Jestem z Joel'em.
Jej oczy zrobiły się wielkości ciastek oreo, a usta szeroko rozchyliły. Poczekałam trzy sekundy, kiedy to klasnęła w dłonie i rzuciła się na mnie.
- To fantastycznie! Oczywiście, nie żebym była zachwycona faktem, że dowiaduję się dopiero teraz... No ale! Wow! Od kiedy? Jak? - prawie piszczała z zachwytu.
- Nathan jest na mnie wściekły, Joel właśnie wyjechał do Ameryki, a mnie już od tego głowa boli - dodałam, ignorując jej pytania.
Ree cofnęła się szybko do patelni, bo tłuszcz zaczął rozpryskiwać się po całej kuchni.
- Nathan jest na ciebie wściekły? - powtórzyła.
- Tak. Nie wiem, czemu. Pewnie uważa mnie za hipokrytkę, bo spotykam się z Peat'em dla mediów.
- A naprawdę spotykasz się z nim, bo...?
Uniosłam brwi z zaskoczeniem. Czemu wcześniej nie zadałam sobie tego pytania?
- Bo - zaczęłam, przedłużając samogłoskę - spodobał mi się.
Ree wypuściła łyżkę z rąk, w trakcie mieszania. 
- Co?! Nie wierzę! Nareszcie to się stało! Moje modlitwy zostały wysłuchane - uniosła teatralnie ręce do nieba.
- Daj spokój - mruknęłam z zażenowaniem.
- Słuchaj mnie - znów klasnęła w ręce. - Jesteś z facetem tydzień po poznaniu. Czy to nie wspaniałe? Musiał wpaść tak samo, jak ty! A to oznacza szansę na spokojne i szczęśliwe życie - mówiła. - A jeśli ty będziesz szczęśliwa, to ja też.
- A wiesz, że chyba nawet jestem? - uśmiechnęłam się, wyjmując talerze z szafki.
- Jestem spełniona - odetchnęła. - Ale powiedz, całowaliście się już?
Odwróciłam się w stronę stołu, co idealnie zamaskowało uśmiech na mojej twarzy. Przełknęłam ślinę i wypowiedziałam, najbardziej opanowanym tonem głosu na jaki było mnie stać:
- Nie tylko.
- Dobra, w tej chwili żałuję swojej ciekawości - stwierdziła.
Wiedziałam, że długo nie wytrzyma, więc czekałam na wybuch. Mięso w ciszy wylądowało na moim i jej talerzu. Zaczynałam kroić swój kawałek, gdy...
- Kiedy? Gdzie? Jak było? Kto zaczął? - wyrzuciła z siebie takim głosem, jakby od tego zależało jej życie.
Zaśmiałam się do siebie, myśląc, od czego zacząć.

Południe wypełniłam sobie pracą. Martin załatwił mi urlop przez ten tydzień, więc nigdzie nie musiałam się spieszyć. Chciałam jednak skończyć projekt dla pana Barney'a. Gdy to zrobiłam, zadzwonił telefon.
- Słucham?
- Obiecałem - usłyszałam w słuchawce.
Uśmiech rozjaśnił moją twarz i nawet Ree, aktualnie korzystająca z laptopa, zauważyła tą zmianę.
- Cieszę się, że dotrzymujesz obietnicy.
- Nie przeszkadzam ci? - spytał.
- Nie, nie robię nic konkretnego - westchnęłam. - A co się teraz z tobą dzieje?
- Dopiero co trafiliśmy do hotelu. Wziąłem prysznic i zadzwoniłem do ciebie.
Mimowolnie uśmiechnęłam się, jak na zboczeńca przystało. Skorzystałam z okazji, że Nareesha poszła zrobić sobie coś do picia, i powiedziałam:
- Czyli jesteś teraz w samym ręczniku?
Zaśmiał się prosto do słuchawki, a mój szczerz pogłębił się jeszcze bardziej.
- Może - odpowiedział seksownym głosem. - Jakie ma to dla ciebie znaczenie?
- Ogromne.
- Więc mogę go zdjąć - mruknął cicho.
Wypuściłam powietrze, jednocześnie parskając śmiechem.
- Wolę nie ryzykować, że jakaś nienormalna fanka cię przyłapie nago - stwierdziłam, zadowolona ze złagodzenia tematu.
- Chcesz coś do picia? - zawołała Nareesha z kuchni.
- Weźmiesz mi sok? - odkrzyknęłam, lekko zasłaniając telefon ręką.
- Z kim jesteś? - ton głosu Joel'a wydawał się rozbawiony.
- Z Ree. Wprowadziła się na parę dni - odparłam spokojnie.
- Nie powinna mieszkać z Sivą? 
- To tajemnica, ale chyba niedługo razem zamieszkają - ściszyłam ton głosu, żeby moja przyjaciółka nie podsłuchała.
- Zaręczyny? - zapytał, czytając mi w myślach.
- Właśnie. I to szybciej, niż sobie wyobrażasz - oznajmiłam. - Dzisiaj.
- No nie! I mnie przy tym nie będzie - jęknął. - Romantyczna restauracja, serenada pod oknem? Jak to zrobi?
- Dzisiaj chłopcy zaprosili nas na seans filmowy u nich, no i...
- No nie! I znowu mnie nie będzie - powtórzył z żalem w głosie.
Zaśmiałam się.
- Ja też nie wiem, po co wyjeżdżaliście - zażartowałam.
- Rozumiem, że tęsknisz, ale nie rób mi wyrzutów - oświadczył, przekomarzając się ze mną. - Kupię ci pamiątkę.
- Miniaturkę Statuy Wolności? - ożywiłam się. 
- Myślałem o czymś bardziej interesującym - zaśmiał się.
- Ale ja zawsze chciałam mieć miniaturkę Statuy Wolności!
Ree szturchnęła mnie i dopiero teraz zauważyłam, że przyniosła mi sok. Tak naprawdę wiedziałam, że ciekawość paliła ją od środka i czym prędzej chciała dowiedzieć się z kim i o czym rozmawiam.
- Muszę się ubrać i idę na próbę - bąknął. - Uważaj na siebie, i przekaż gratulacje Sivie, jeśli się uda!
- Załatwione. Powodzenia na próbie - zakomunikowałam.
- Nie dziękuję!
Potem usłyszałam sygnał oznaczający zakończone połączenie.
Odłożyłam telefon obok swojego laptopa i podniosłam szklankę z sokiem. Przez cały czas czułam na sobie świdrujące spojrzenie McCaffrey.
- No i? To był Joel? - spytała w końcu.
- A i owszem - potwierdziłam, kładąc sobie laptopa na kolanach. - Wylądowali, są w hotelu i zaraz mają próbę - dodałam, unikając kolejnych pytań na ten temat.
Weszłam w link o ciekawym tytule: "Miłość kwitnie?".
Jak się spodziewałam, zobaczyłam zdjęcie z lotniska, gdzie żegnałam się z Lawson. Największe zdjęcie przedstawiało mnie z moim chłopakiem.
- Ładnie wyszłaś - Ree wyszczerzyła się.
- Ma się ten styl - potrząsnęłam włosami niczym aktorki z reklam szamponów.
"Jeszcze niedawno donosiliśmy o spotkaniach Joel'a Peat'a (22l.) oraz Francessy Orchard (22l.) w Londynie. Zdjęcia z dzisiaj tylko potwierdzają ich uczucie! Związek tej dwójki muzyków rozwija się w najlepsze! Rano na lotnisku przed odlotem Lawson do Ameryki para bardzo czule się pożegnała. Zaobserwowano również, że Fran ma dobre kontakty także z resztą zespołu! Do zbiorowego pożegnania przyłączyli się również chłopcy z zespołu The Wanted. I tak największym szokiem okazała się zażyłość między Joel'em i Fran. Jak długo ukrywają związek? Czy są ze sobą naprawdę, czy tylko udają dla mediów? Mamy nadzieję, że ktoś w końcu nam to wytłumaczy."
Wpatrywałam się przez chwilę w tekst, nie mrugając. Ree czytała ze mną, ale naturalnie, zajęło jej to dłużej niż mi. Odchyliła się do tyłu.
- Przynajmniej wiek napisali dobry - skomentowała wreszcie. - Zobacz komentarze!
Zjechałam na dół strony. Komentarzy było prawie tysiąc.
" Fran i Joel?! Miałam nadzieję, że ona będzie z kimś z The Wanted... Frathan najbardziej mi pasował. Ale cieszę się ich szczęściem."
" Fray!!! "
" Kurde! To świetnie, że Joel znalazł tak fajną dziewczynę! Zawsze chciałam, żeby był z kimś takim, jak ona. To cudowna para! Spójrzcie tylko, jak słodko razem wyglądają! Froel/Joan!!"
" Tak, cudownie. Niech Fran zabiera The Wanted i Lawson. Kim ona jest, żeby wykorzystywać tak ich sławę?! Nigdy jej nie lubiłam. Pewnie jak tylko zrobi się bardziej sławna, zostawi ich i tyle z tego będzie. Przejrzyjcie na oczy, dzieciaki."
- Nie przejmuj się tym, większość jest pozytywnych - Nareesha pogłaskała mnie po ramieniu. - Ja też miałam ciężko na początku. Ale potem wszyscy mnie zaakceptowali. Niewiele dziewczyn cię hejtuje.
- Bardziej mnie zastanawiają te nazwy. Frathan, Fray? - zaśmiałam się dla odreagowania. - Już Jaycessa byłoby lepsze.
- A co ja mam powiedzieć na Siveeshę? - podjęła.
- Cieszę się, że zamieszkałaś tutaj - uderzyłam ją lekko głową w głowę.

Kiedy wieczorem wpadłyśmy do chłopaków, prawie natychmiast zabrałam Sivę na taras. Trochę wiało, ale musiałam z nim porozmawiać.
- Gotowy? - spytałam, spoglądając mu w oczy.
- Pierścionek jest, ale odwagi nie ma - mruknął.
- Siva - zaczęłam pogodnie - ty i Nareesha to najwspanialsza para, jaką znam. Ona kocha cię prawie tak jak ty ją, bo nikt nie może kochać tak mocno, jak ty. Jeżeli się nie zgodzi, to własnoręcznie ją zatłukę, aż powie 'tak'.
Uśmiechnął się szeroko, a wtedy Jay przyszedł do nas.
- Nie pękaj - klepnął Irlandczyka w ramię. - Jeżeli jej nie poprosisz dziś o rękę, bo stchórzysz, to własnoręcznie cię zatłukę, aż wydusisz oświadczyny - zagroził.
Parsknęliśmy z Kaneswaran'em śmiechem, bo przed chwilą powiedziałam identycznie.
- Spytam ją, nawet jeśli miałbym wyjść na idiotę - postanowił Seev. 
- I to mi się podoba - stwierdziłam, uśmiechając się do niego ciepło.
Usłyszeliśmy krzyk dochodzący z mieszkania, więc przerwaliśmy rozmowę i weszliśmy do środka.
- Daj mi spokój - Nathan zrzucił z ramienia rękę Max'a.
- Nie wyjdziesz dzisiaj, rozumiesz? Znowu usidlisz jakieś dziewczyny, a wiesz, że to nam wcale nie pomaga - George spokojnie mu tłumaczył.
- Ha, boisz się o swoją reputację? - ton głosu Sykes'a był co najmniej groźny. - Trudno, najwyżej odejdę z zespołu.
- Nie mówisz tego poważnie...
- Może poważnie, może nie - Nathan wyraźnie dobrze się bawił. - A teraz puścisz mnie w końcu?
Poczułam się odpowiedzialna za Młodego, więc podeszłam do nich.
- Nath, nie możesz zostać? Jesteśmy tu wszyscy, miałam nadzieję, że...
- Jesteś ostatnią osobą, której bym teraz posłuchał - wycedził, patrząc mi prosto w oczy.
Tak, jakby sztylet rozdzierał moje serce na dwie połowy. Jakby tona kamieni wysypała się na mnie. Jakbym została przypalana żywym ogniem. Tak się wtedy poczułam.
Ścisnęłam szczęki tak mocno, że aż mnie zabolały. Max z przestrachem patrzył na naszą dwójkę, a reszta milczała. Atmosfera była tak gęsta, że można by ją kroić nożem.
- Max, puść go - powiedziałam, siląc się na oschły ton. - Panicz Sykes ma ochotę zrobić z siebie ofiarę na oczach mediów, więc tak będzie.
- Na oczach mediów, mówisz? - podjął Sykes i uniósł brew. - Myślałem, że to twoja specjalność.
- Uczyłam się do ciebie - oświadczyłam.
Dopiero teraz poczułam, że pachnie od niego alkoholem. Nie mogłam uwierzyć. Nathan. Mój Nathan. Baby Nath, jako arogancki, egoistyczny alkoholik.
- Skończysz? Spieszy mi się - odezwał się tak, że bitwę mogłabym uznać za wygraną.
- Oczywiście. 
- Nie zapomnij tylko o środkach ostrożności i nie przesadzaj z alkoholem. Nikt nie będzie cię szukał - Jay próbował mi pomóc.
Nathan z zacięciem na twarzy mnie odepchnął, choć w rzeczywistości zrobił to bardzo lekko i prawie bezboleśnie. Gdybym nie była na niego zła pomyślałabym, że próbował mnie nawet ochronić.
Trzasnął drzwiami tak mocno, że ulubiona paprotka Sivy spadła ze stojaka.

Oparłam głowę na ramieniu Max'a, a on przygarnął mnie do siebie opiekuńczo.
- Proszę cię, nie martw się o niego - szepnął, żeby nie przeszkadzać innym w oglądaniu filmu.
- Co się z nim stało?
- Nie mam pojęcia. Jest taki od kilku dni, ale dziś przeszedł samego siebie. Ciągle podrywa jakieś panny. Dobrze, że nie przyprowadza ich tutaj - wyjaśnił.
- Więc gdzie?
- Wynajął gdzieś mieszkanie. Jestem na etapie lokalizacji - powiedział.
- Chcesz go tam odwiedzić?
- Chcę zabrać mu klucze i pojechać bez zaproszenia.
- Gdybyś znalazł to mieszkanie, to...
- Nie, Fran. Sam tam pojadę, albo wezmę Tom'a - zakomunikował tonem, który świadczył o nieprzejednaniu. - Ponadto, Nathan pokłócił się z Martinem. Całkiem ostro.
- Tego brakowało - mruknęłam.
Sykes w roli czarnej owcy? To zupełnie do siebie nie pasowało. Czułam się odpowiedzialna za tego gówniarza! Chciałam rozwiązać zagadkę mrocznego i, trzeba przyznać, wyjątkowo głupiego Nathan'a.
Tom usłyszał, o czym gadaliśmy. Wstał, zastopował film.
- Pokażmy wszystkim, że dobrze się bawimy - klasnął w ręce. - Zrobimy zdjęcie, napiszemy coś na twitter'ze...
- Martin kazał nam bardziej udzielać się na twitter'ze - wyjaśnił Siva.
Usiedliśmy na tylko jednej kanapie, co graniczyło z cudem. W końcu się zmieściliśmy. Tom włączył samowyzwalacz i rzucił się na kolana osobom siedzącym.
Rozbłysnął flesz, więc Parker szybko podbiegł do telefonu, wystukał coś i wysłał.
- Załatwione, możemy oglądać dalej!
Potem znów zgasło światło. Umiejscowiłam się na małej kanapie, gdzie byliśmy tylko ja i Max. 
Wydarzenie z Nathan'em zupełnie mną wstrząsnęło. Zapomniałam nawet wspomnieć, że Jay przedstawił nam swoją dziewczynę.
Przyjaciółka Kelsey. Kelsey Ann.
Obydwie blondynki, obydwie tak samo uwielbiałam... Wyczuliście ironię?
Szkoda mi było Jay'a. Szkoda mi było samej siebie, bo gdy widziałam, jak ją przytula w trakcie filmu, aż zakuło mnie w sercu. Gdyby to się inaczej ułożyło, mogłabym być na jej miejscu.
- Fran!
- Co? - spytałam w lekkim amoku.
- Co teraz oglądamy? - Jay kucał przy pudełku z filmami.
- Może "Avatar"? - rzuciłam.
Uśmiechnął się do mnie szeroko, co spotęgowało moje uczucie żalu.
- Nie, tylko nie te niebieskie paszczury - Kelsey Ann podskoczyła na kanapie.
Jay westchnął głęboko i zaczął wertować pudełko od początku.

Ostatnim filmem był "Titanic". Zaczęłam wymieniać porozumiewawcze spojrzenia z Jay'em i Sivą. Irlandczyk wtedy szybko odwracał głowę i udawał, że jest bardzo zainteresowany filmem.
Titanic opadał już na dno, gdy Seev powstał. Zatrzymał film.
- No co robisz? Jeszcze się nie skończyło - oburzyła się dziewczyna Tom'a.
- Właśnie - poparła ją ta druga.
- Cicho - syknął Jay.
Wredne, ale ucieszyłam się, gdy je uciszył.
- Chciałbym coś powiedzieć - zaczął Kaneswaran.
- Domyśliliśmy się - chrząknął Max, a ja posłałam mu karcące spojrzenie.
- Strasznie długo mi to zajęło...
- Zgadzam się - wtrącił Jay.
- Dacie mi powiedzieć? Denerwuję się trochę! - Siva tupnął nogą jak małe dziecko.
- No, już. Mów - pospieszyłam go.
- Więc, chcę...
Trzasnęły drzwi, a z ciemności korytarza wyłoniła się głowa Nathan'a.
- Jasne - mruknął Siva, któremu powoli odchodziły siły. 
Jay wstał i położył dłonie na ramionach Irlandczyka, dodając mu odwagi. Ja ruszyłam się i chcąc, nie chcąc, zaprowadziłam Nath'a i kazałam mu usiąść obok mnie. 
- Ale...
- Cicho - warknęłam.
- Od pięciu lat spotykam się z pewną kobietą, która tu siedzi - zaczął Siva. - Nareesha jest dla mnie najważniejsza. Jak to ktoś powiedział - tutaj zerknął na mnie - może i nie kocha mnie tak, jak ja kocham ją. Ale to dlatego, że nikt nie pokocha nikogo mocniej, niż ja Ree. I stąd bierze się moje pytanie...
Ree instynktownie złapała się za serce, wlepiając oczy w chłopaka, klękającego przed nią.
- Wyjdziesz za mnie, Kochanie?
Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy, czekając na jej odpowiedź.
- Jeżeli nie, to zrozumiem.
- Jak mogłeś pomyśleć, że się nie zgodzę? - spytała cicho, również przed nim klękając. - Oczywiście, że za ciebie wyjdę!
Kiedy my zaczęliśmy klaskać, Siva założył Ree pierścionek na palec. Potem mocno się przytulili i pocałowali.
Wtedy zauważyłam, że Max zadzwonił do kogoś.
- Andy? Zbierz chłopaków! - zawołał Max.
I zaczął relacjonować to, co przed chwilą się wydarzyło.
Jay już ściskał Ree i czegoś jej życzył, więc szybko wcisnęłam się za nim. Kiedy przytulałam Sivę, i naturalnie podniósł mnie nad podłogę, zerknęłam na miejsce, gdzie siedzieliśmy. Nathan'a już nie było.

Witajcie!
Jak obiecałam Pameli, oto rozdział numer dziewiętnaście.
Trochę tutaj zbuntowanego Nath'a, dziwna zazdrość o Kelsey Ann, poważna decyzja Sivy i Nareeshy, a także przyjaźń Franki i Ree. Dokładając do tego jeszcze odrobinę zboczoną rozmowę telefoniczą, wychodzi nudnawy rozdział w moim stylu.
Kochani Moi! Ostatnio mamy jakiś zastój z komentarzami, co?

11 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ.

Będzie jedenaście, bo nie lubię parzystych liczb.
W ankiecie wygrał James/Loczek/Curly/Bird! Nie wiem, jak się do tego ustosunkuję, zobaczycie w kolejnych rozdziałach. Można powiedzieć, że zakończenie będzie całkiem zaskakujące. Zostały mi dwa rozdziały do napisania, życzcie mi weny!
Więc, ten teges... Może skomentujcie, a ja wracam do słuchania Little Mix, na które mam jakąś cholerną fazę. Żałosne.
Trzymajcie się w tą burą pogodę!




The Versatile Blogger Award


Każdy nominowany blogger powinien wykonać kilka rzeczy : 
- podziękować nominującemu na jego blogu 
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie 
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie 
- nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują 
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

Zostałam nominowana przez Pamela (http://storywith--thewanted.blogspot.com/ 

A teraz 7 faktów, co będzie nudne.
1. Jestem łakomczuchem i nawet gdy nie jestem głodna, to jestem głodna.
2. Nie potrafię wybrać ulubieńca w The Wanted.
3. Od niedawna za uosobienie męskiego piękna uważam Kendall'a z BTR.
4. Wolę psy od kotów.
5. Śpiewam, ale tylko wtedy, gdy jestem sama w domu.
6. Gdy byłam mała, schowałam się do lodówki, wyjadłam całe masło i zasnęłam w środku. Spałam też w szafie i pod plandeką. 
7. Pierwszą moją miłością było One Direction. The Wanted poznałam dzięki nim, choć obecnie to TW kocham najbardziej. 

Nominuję: 
1. http://wanteddirection.blogspot.com/
2. http://anothertwstory.blogspot.com/
3. http://faithmakesmiracles1d.blogspot.com/
4. http://theunwantedkind.blogspot.com/
5. http://marzeniasiespelniajatw.blogspot.com/
6. http://imaginy-tw.blogspot.com/
7. http://icanonlyimaginewhatitdbelike.blogspot.com/
8. http://przygoda-z-thewanted.blogspot.com/
9. http://wearetheonestomakeachange.blogspot.com/
10.  http://story-with-the-wanted.blogspot.com/

Bardzo dziękuję za nominacja, to moja pierwsza. ; )

Zaraz będę informować na blogach moich nominowanych. Rozdział numer dziewiętnaście pojawi się po uzbieraniu co najmniej 8/9 komentarzy.