Witamy z Londynu. Nadal wieje i jest zimno. Niedługo przestanę to mówić, bo w Londynie zawsze wieje i jest zimno.
- Tak, rozumiem - powiedziałam. - Ale w pańskim domu proponowałabym jasne koncepcje. Nie ma tam tak wiele okien. Ale dobrze, może być ciemno, skoro chce pan wydawać podwójnie na rachunki od światła - westchnęłam.
- Panno Orchard - cicho upomniał mnie szef Mark, który akurat przechodził.
- Musi się pan zastanowić? Zaczynam się do tego przyzwyczajać - mruknęłam. - Dobrze, mogę zadzwonić za półtorej godziny. Do widzenia!
Odłożyłam słuchawkę i rozciągnęłam się na fotelu. Bieber odetchnął głośno, po raz kolejny ścierając coś na kartce.
- Co jest? - spytałam.
- Ta linia ciągle jest krzywa - ziewnął. - Narysujesz?
Podniosłam się z fotela i pomogłam mu. Gdy rysowałam, zaczął swój podryw:
- A co robisz dziś wieczorem?
- Tak się składa, że idę na koncert mojego kolegi, Maxa - odparłam wystarczająco głośno, by Gwen to usłyszała.
- Jest w zespole? - zainteresował się.
- Chyba znasz The Wanted? - prychnęłam, odrzucając ołówek po narysowaniu linii.
- Żartujesz! Jak mogłem go nie poznać?
Zerknęłam na Gwen. Gryzła ołówek, spoglądając w okno.
- Szczytny cel, zbierają na fundację - dodałam, bo wiedziałam, że Gwen lubi takie sprawy.
- Jaką? - wyrwało jej się.
- Na rzecz osób z nowotworem - bąknęłam, ukrywając uśmiech.
- Chyba o tym słyszałam...
- Musisz iść! - włączył się Justin. - Pewnie chcesz wspierać swojego przyszłego chłopaka!
W odpowiedzi dostał od Gwen gumką w twarz. Zabrałam swoją torbę z krzesła.
- Idę na kawę, na razie nie mam nic do roboty - oznajmiłam tamtej dwójce i Katherine, aktualnie grzebiącej sobie w paznokciach.
Zaszłam do kawiarnii 'Golden Sky', którą uwielbiałam. Przez trzy miesiące trochę się rozbudowała, co może i nie wyszło jej na dobre, ale kawa nadal była tam tak pyszna, jak przedtem.
Zamówiłam sobie mocną, czarną kawę. Po minucie dostałam ją pod nos. Z lubością podniosłam sporą, białą filiżankę i możliwe że zbyt szybko się obróciłam. Moja filiżanka zaliczyła bliskie spotkanie z inną, w wyniku czego moja i jeszcze jedna kawa rozlały się na podłogę.
- Świetnie - mruknęłam.
Moje oczy powędrowały w górę. Zmarszczyłam czoło, ale szybko skojarzyłam te niebieskie oczy. Zderzyłam się filiżankami z Joel'em Peat'em.
- Francessa - skwitował, uśmiechając się zadziornie.
- Joel - zawtórowałam mu.
- Zawsze rozlewasz kawę ludziom w południe? - zapytał, unosząc brew w górę.
- Tylko wtedy, gdy są to osoby, które poznaję - wzruszyłam ramionami.
Parsknął lekkim śmiechem.
- Mam propozycję - zaczął. - Ja, ty i dwie mocne kawy. Co ty na to? - uśmiechnął się.
- Tylko pod warunkiem, że tym razem na mnie nie wpadniesz - powiedziałam.
- Ja na ciebie wpadłem? Ja? - dodał do tego jeszcze wymowne stukanie się w pierś.
- No pięknie! Co zrobiliście? - pani Mary wyjrzała zza lady.
Pani Mary była kobietą spokojną, do czasu gdy się nie zdenerwowała. Mimo wszystko, lubiłam ją.
- Zapłacę podwójnie - Joel uniósł rękę i oparł się o bar.
Zaczarował ją tym swoim uśmiechem. Fajnie.
- No dobrze, ale następnym razem wy sprzątacie! - łypnęła na nas.
- Nie powinieneś być na próbach? - spytałam, gdy Mary poszła robić dwie kawy.
- Jay'owi ciągle coś przeszkadza i od trzech godzin ciągle ćwiczą... Lawson ma na razie przerwę - odpowiedział.
- Królewicz James, mogłam się tego domyślić - powiedziałam bardziej do siebie, niż do niego.
Uśmiechnął się znów. Zauważyłam, że Mary kończyła naszą kawę.
- Ja pójdę do stolika, skoro jesteś lepszy w noszeniu kawy - oznajmiłam.
I zanim Joel zdążył się odwrócić i coś mi odpowiedzieć, już stawiałam torbę na fotelu.
Miałam ochotę zadzwonić do Jay'a, i już nawet trzymałam w dłoni telefon, ale... ale po co miałabym dzwonić? Żeby spytać, na co jest tak wiecznie zdenerwowany? Dostałabym niezłą burę, gdybym się ośmieliła.
- Kawa dla Princessy Francessy - usłyszałam, wyrwana z rozmyślań.
Przede mną wylądowała, tym razem nierozlana, czarna kawa. Jej aromat przyjemnie się unosił i otulał moją szyję ciepłem.
Joel usiadł przede mną i zatarł ręce.
- Wreszcie - westchnął, chyba coś mi sugerując.
- Zjadłbyś coś słodkiego do tego? - spytałam. - Tak jakby, to też trochę moja wina, że straciliśmy kawy. Mniejsza, ale zawsze - uśmiechnęłam się tryumfalnie.
- Wiedz, że lepiej mieć we mnie sojusznika niż wroga - zastrzegł, poruszając brwiami.
- Grozisz mi? - udałam oburzenie.
- Tylko daję rady - uniósł ręce, przekonując o swojej niewinności.
- Mam nadzieję, że lubisz szarlotkę - westchnęłam, wstając.
Gdy tylko podeszłam do lady, Mary obrzuciła mnie z lekka jadowitym spojrzeniem. Zamówiłam szarlotki, a gdy mi je podawała, wydawała się już spokojna.
- Czy to nie ten sławny chłopak z One Direction? - spytała cicho.
- Nie, z Lawson - sprostowałam.
- Ech, oni wszyscy tacy przystojni!
No i miała rację. Joel był bardzo przystojny, tak jak cała reszta jego kolegów z zespołu i z The Wanted. Chłopcy z One Direction również byli niczego sobie.
Postawiłam przed Joel'em szarlotkę na ciepło z bitą śmietaną, a drugą zostawiłam sobie.
- Jesteśmy kwita? - zapytałam, dobierając się do ciasta.
Pokiwał tylko głową, bo właśnie przeżuwał szarlotkę.
- Będziesz dziś na koncercie? - podjął, gdy przełknął.
- Muszę, w zamian za nocleg - odpowiedziałam, nie zastanawiając się nad sensem.
Parsknął śmiechem.
- To znaczy... Max postawił mi taki warunek w zamian za pokój do spania - spróbowałam, ale potem machnęłam ręką.
- To miło, że będziesz - ruszył brwiami.
- Dlaczego? - zapytałam z przekorą.
- No bo - odchrząknął - będzie okazja, żeby lepiej się poznać.
- Teraz też jest - wzruszyłam ramionami.
- To opowiedz mi coś o sobie - wsparł głowę na dłoni i dziobał widelcem w szarlotce, patrząc na mnie.
- To będzie nudne - tymi słowami zaczęłam. - Ale potem ty?
- Oczywiście - uśmiechnął się szeroko.
- Dobrze, robi się - mówiłam. - Świetny pomysł! Ma pan gust, jest pan taki pewny siebie... Jutro? W weekendy nie pracujemy. W poniedziałek, oczywiście. Do widzenia!
Rozłączyłam się. Szybko zaczęłam zbierać swoje rzeczy, by jak najszybciej dostać się do domu i się przebrać.
- Jakoś milsza się zrobiłaś - zauważył Jus, przechadzając się z segregatorem po pomieszczeniu.
- Kawa pomaga - odpowiedziałam, uśmiechając się do siebie.
Spędziłam z Joel'em całą godzinę w kawiarni, rozmawiając. Było naprawdę miło. Poprawił mi humor. Tylko tyle.
Nie zastałam dużych korków, co bardzo mnie ucieszyło. W mieszkaniu Gerard skoczył na mnie ze trzy razy, ale potem wyprowadziłam go do - uwaga - pana Bartoli, dozorcy. Szczerze polubił to bydle.
Założyłam jeden z moich nowych nabytków - czarną sukienkę z białym kołnierzykiem do kolan, rozszerzaną na dole. Na nogi włożyłam swoje ulubione limonkowe szpilki, które dostałam od Nareeshy. Za dodatki potraktowałam limonkową bransoletkę i limonkową spinkę-kokardę, którą podpięłam grzywkę.
Do małej torby spakowałam kilka rzeczy - ubranie na jutro, szczoteczkę do zębów etc, żebym nie musiała wracać się po koncercie do mieszkania. O mało nie zapomniałam o moim magicznym zeszycie.
Zamknęłam drzwi na klucz i zbiegłam (a przynajmniej próbowałam) do mojego samochodu.
Zapukałam do drzwi garderoby z dużą kartką z napisem "The Wanted". Otworzył mi pół nagi Tom.
- Dobrze cię widzieć - powiedział, przytulając mnie.
- Stało się coś? - spytałam, wchodząc do środka.
- Wow, ślicznie wyglądasz! - usłyszałam Nath'a, który od razu przygarnął mnie do siebie.
Przywitałam się z nimi wszystkimi, aż w końcu uściskałam Ree. Wyglądała na bardzo dumną.
- Spójrz na nich! Bardzo się cieszę, że chcą udzielać się dla innych - powiedziała, uśmiechnięta. - No i ładne masz te buty!
Zostałam zatrudniona przy pomaganiu chłopakom w ubieraniu się. Pięciu mężczyznom pomagało sześć kobiet! Ja, Ree, Kelsey (która o dziwo dziś się pojawiła) i trzy stylistki. Kiedy zawiązywałam Max'owi krawat, szepnęłam mu na ucho:
- Wspomniałam jej.
Uśmiechnął się szeroko, pogładził mnie po włosach i spytał:
- Myślisz, że mam kogo szukać na widowni?
Kiwnęłam głową twierdząco i ni stąd, ni zowąd - do garderoby TW wsypało się jeszcze czworo ludzi.
- Boże, Tom! Ubierz się, zaraz oślepnę - zawołał Ryan Fletcher, specjalnie zasłaniając sobie oczy ręką.
- Cicho, idioto - odkrzyknął Parker, rzucając w niego poduszką.
- Witam, witam! Ale o zdrowie nie pytam. Wiem, że jesteście zdenerwowani - wygłosił Andy, walając się na kanapę.
- Fran? - usłyszałam za sobą Sykes'a.
Nieporadnie trzymał krawat i prosił mnie wzrokiem, bym mu go zawiązała.
Westchnęłam głośno i po chwili jego grafitowy krawat równo wisiał na jego szyi.
- Jesteś kochana, wiesz? - spytał, obejmując mnie ramieniem.
Zaraz zastygł, poczułam jak jego ciało się napina. Zerknęłam na niego.
- Widzisz ją? - wskazał palcem na ładną blondynkę rozstawiającą jedzenie. - Śliczna, co? Chyba trzeba ją poderwać.
- Zaczyna się - westchnęłam.
Adam i Ryan bili się poduszkami, reszta odpoczywała w różnych kątach pokoju. Joel siadł na kanapie niedaleko nas. Tak, bym mogła ciągle go widzieć.
- Wiem, jak to zaaranżować - klasnął w ręce, jednocześnie mnie puszczając. - Wyleję na nią kawę. To zawsze działa! Jak chcesz kogoś poderwać, idziesz na niego z kawą!
Mimowolnie mój wzrok zatrzymał się na Joel'u, który uśmiechnął się tajemniczo i błądził wzrokiem po pomieszczeniu. Długo wstrzymywałam śmiech i ograniczyłam się do głupiego uśmiechu. Oparłam czoło o ramię Nathan'a, chichocząc.
- No co, zły pomysł?
- Świetny, Nathan - odezwał się Joel, z kanapy i uniósł kciuki w górę.
- Próbuj, Babe - poklepałam go po ramieniu.
Rozweselony Nath pobiegł w stronę tamtej kobiety. Dopiero wtedy wybuchnęłam śmiechem.
- Żeby było jasne, nie próbowałem cię poderwać - usłyszałam Joel'a.
Natychmiast się obróciłam. Wyglądałam zza kulis na występ Amelii Lily, oparta o kolumnę. Przestraszył mnie.
- Szkoda - wyrwało mi się - że Nath'owi się nie udało z tą blondynką - dodałam natychmiast.
- Racja. Szczególnie po tym, jak oblał jej całe ubranie - przybrał zamyślony wyraz twarz, na pokaz.
- Bo kawę trzeba umieć rozlewać - podsumowałam.
Uśmiechnął się szeroko. Przez chwilę w ciszy spoglądaliśmy razem na scenę i szalejącą po niej artystkę od "You Bring Me Joy".
- Nie mówiłem ci jeszcze, że ślicznie wyglądasz? - odezwał się po chwili.
- To już podchodzi pod podryw, wiesz? - zażartowałam. - Ale dziękuję. Ty też całkiem przystojnie.
- Również dziękuję - skinął głową.
Amelia zeszła ze sceny, uśmiechnęła się nawet do nas. A raczej do Joel'a, ale... cóż.
- The Wanted Time - klasnął w ręce.
- To już?
Natychmiast podbiegłam do naszej grupki.
- Życz mi szczęścia - szepnął Max, przytulając mnie.
- Będziecie świetni, jak zawsze!
Nathan już do mnie podchodził, jednak byłam pierwsza. Wsparłam się na jego ramionach i w miarę możliwości stanęłam wyżej. Pocałowałam go w czoło z satysfakcją.
On tylko się uśmiechnął i położył mi rękę na talii. Nareesha poprawiała muszkę Sivie, a Kelsey przytulała Tom'a. Wtedy podszedł Jay.
- A coś dla mnie na pocieszenie? - zmarszczył czoło.
- Nie wiem, czym się tak denerwujecie - powiedziałam. - Jesteście profesjonalistami! Cały czas będę was obserwować z widowni - mówiłam, delikatnie poprawiając jego loczki.
- Fran, chodźmy już na nasze miejsce - Ree pojawiła się obok.
Przybiłam z Sivą piątki, on jak zawsze lekko podniósł mnie do góry podczas uścisku. Ścisnęłam policzki Tom'a i odwróciłam się do Nareeshy. Złapała mnie pod rękę.
- To wcale nie jest aż taki wielki koncert - zaczęła mnie przekonywać, choć bardziej tego potrzebowała.
- Poradzą sobie, zobaczysz! - uśmiechnęłam się.
"I Found You" szło im dotychczas naprawdę dobrze! Widziałam, jak Ree głęboko oddychała, gdy miała przyjść kolej Sivy, jednak potem tylko się uśmiechała. Kiedy zbliżała się solówka Nathan'a, spojrzał z pewnym niepokojem na publiczność, wyraźnie kogoś szukając. Okazało się, że to o mnie mu chodziło. Wyszczerzyłam się do niego i pokazałam dwa kciuki w górę, po czym wziął głęboki oddech i zaśpiewał tak, jak nigdy dotąd.
"Lightning" i "Chasing The Sun" wyszło im rewelacyjnie. Cała publika świetnie się bawiła przy dobrze znanych kawałkach.
Ucieszyłam się, gdy ta piątka przeciskała się naszym rzędem do swoich miejsc. A jeszcze bardziej, gdy obok siebie miałam już nie tylko Nareeshę, ale też Max'a.
Następnie, na scenę wkroczył zespół Lawson. George niby przypadkiem uderzył swoim kolanem o moje. Poczekałam, a gdy zaczęli grać "Standing in the dark", spojrzałam na niego znacząco.
- O co ci chodzi? - zapytał.
- To ja pytam - uniosłam brew.
- Mnie o nic nie chodzi - zrobił minę niewiniątka. - Ładnie wyglądacie z Joel'em.
Moja mina przybrała wyraz oburzenia.
- Widziałem, jak razem patrzyliście na Amelię Lily zza kulis - na jego twarz wcisnął się jadowity uśmiech.
- No i?
- Nic, nic - westchnął. - To świetnie, że próbujesz nowych rzeczy po tym, co się stało... z wiesz kim.
Pokręciłam głową z dezaprobatą. Nie zaczynałam do Joel'a! Ani on do mnie.
Ech, ten Max.
- Widziałeś ją? - spytałam, patrząc na scenę.
Uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową.
- Sektor D, rząd 35, jeśli dobrze policzyłem - odpowiedział. - Ciekawe, skąd miała takie dobre miejsca?
Kiedy zrozumiałam, że to było pytanie retoryczne, mogłam w spokoju skupić się na występie. Zaczynali grać jedną z moich ulubionych piosenek, "Learn To Love Again".
Wszyscy wstali z miejsc. Koncert akurat się skończył. Niektórzy jeszcze bili brawo, inni już wychodzili. Razem z resztą dołączyłam do owacji, aż do momentu, gdy prezenter zszedł ze sceny. Dopiero wtedy zaczęliśmy przepychać się w stronę kulis i garderoby chłopaków, gdzie zostawiłam torebkę i gdzie nadal znajdowały się rzeczy chłopaków.
Nie było żadnego after-party, reporterzy nie buszowali wszędzie. Nie chciano bawić się na koszt chorych, dla których prowadzono zbiórkę.
- Czyli wszyscy jedziemy do nas? - zapytał Seev, zdejmując marynarkę.
- Fran też? - zapytała Kelsey.
- Tak, bo jutro rano musimy jechać do studia - wyręczył mnie w odpowiedzi Jay.
- Fran? Wiesz, jutro będziemy mieć gości w studio - podjął Tom, podczas rozwiązywania krawatu.
Zauważyłam, że Max znów wyszczerzył się do siebie.
- Chyba domyślam się, kogo...
- To widzimy się jutro? - Adam wsunął głowę do garderoby.
Nad jego głową zobaczyłam czuprynę Andy'ego.
- Max, ubierz się! - krzyknął i uciekł.
Pokręciłam głową i zarzuciłam sobie torbę na ramię.
- Do jutra! - James powiedział to zbyt nachalnie i dodał jeszcze machanie ręką.
Westchnęłam głośno i oznajmiłam, że idę już do samochodu. Jakoś nie miałam ochoty oglądać, jak chłopcy chodzą nadzy po pomieszczeniu bez wstydu.
Wiem, jestem dziwna.
Rzuciłam torbę na miejsce pasażera, a potem sama wygodnie usadowiłam się przed kierownicą. Do jazdy ściągnęłam szpilki, by lepiej czuć pedały. Opatuliłam się skórzaną kurtką, włączyłam ogrzewanie nóg i radio.
Czekałam jakieś dziesięć minut, gdy The Wanted z Nareeshą i Kelsey zeszło na dół. Wtedy odpaliłam silnik i ruszyłam powoli w stronę ich domu.
Wybaczcie, ale dziś nie mam wcale dużo czasu, dlatego napiszę mniej niż normalnie.
Więc, minął tydzień i pomyślałam, że dodam rozdział. Macie, cieszcie się.
Ogólnie to mam pomysł na nowego bloga, nawet zaczęłam nad nim pracę. Czytałybyście? Też o The Wanted, w moim, wesołym stylu... Opowiem więcej, jk wykażecie zainteresowanie.
Ech, no i to będzie żałosne - komentujcie proszę!
Ogólnie to Was uwielbiam i cieszę się, że czytacie ten badziew... Dam Wam za to gif z przesłodkim Tom'em.
See ya!




