środa, 13 lutego 2013

Rozdział dwudziesty drugi


Uśmiechnęłam się pogodnie do fotografów, którzy co chwila robili nam zdjęcia. Bliżej przycisnęłam się do Nathan'a, ponieważ to wszystko coraz bardziej mnie przerażało.
Zaraz spodziewałam się pytań reporterów. Dlaczego nie przyszłam z Joel'em? Czy to prawda, że jesteśmy razem? Czemu przyszłam tu z The Wanted?
A ja już sama nie wiedziałam, co odpowiadać.
Nie przyszłam z Joel'em, bo Nath tak bardzo mnie prosił bym poszła z nim, aż uległam. Joel nawet mnie nie zaprosił, choć nie miałam pewności, czy w ogóle tu był. Max nie mówił nic na ten temat, a ja sama nie widziałam jeszcze nikogo z Lawson.
Tak, można powiedzieć, że jesteśmy razem. Ostatnio sama nabieram wątpliwości, bo Joel odpuścił sobie kontakt ze mną. Widzieliśmy się tylko raz na cały tydzień.
Przyszłam z The Wanted, bo jesteśmy przyjaciółmi.
Układałam sobie odpowiedzi w głowie, a Nathan patrzył na mnie z uniesionymi brwiami.
- Śmiesznie wyglądasz, jak myślisz - powiedział wreszcie.
- Denerwuję się - mruknęłam. - Będzie Joel?
Nathan zerknął na Jay'a, który przyszedł dziś sam. Loczek spuścił głowę i oblizał wargi, robiąc dobrą minę do reporterów.
- Och, nie mów, że żałujesz!
- Czego? - zmarszczyłam czoło.
- Tego, że tu ze mną przyszłaś - wyjaśnił szybko.
- Oczywiście, że nie żałuję - uśmiechnęłam się, przytulając do niego. - Baby Nath nie mógł przyjść sam!
- To pierwszy i ostatni raz, gdy pozwalam ci tak na siebie mówić - zastrzegł, unosząc palec wskazujący w górę.
Nastąpił czas, gdy musieliśmy się rozdzielić. Chłopców od razu zaatakowała jedna redaktorka, a do mnie przybiegł młody chłopak z mikrofonem w ręku i kamerzystą za plecami.
- Witam, Scott Parnell. Można prosić o wywiad? - odezwał się uprzejmie.
- Byle szybko i bezboleśnie - westchnęłam, nim zapaliła się czerwona lampka.
- Jesteśmy na premierze filmu "Młodzi i Głupi", reżyserii Dougie'go Marshall'a. Właśnie rozmawiam z Francessą Orchard, znaną jako Fancy - zapowiedział. - Wszyscy są pod wrażeniem piosenki z The Wanted. Odniosłaś wielki sukces! 
- Myślę, że bez The Wanted by mi się to nie udało - powiedziałam.
- Naprawdę się przyjaźnicie! - zauważył wspaniałomyślnie. - Następna piosenka z Lawson?
- Nie miałam tego w planach - przyznałam.
- Plotki mówiły o twoim związku z gitarzystą, Joel'em Peat'em - odparł redaktor.
- Nie jestem w żadnym związku, to tylko i wyłącznie plotki - skłamałam.
- Przykro nam to słyszeć, ostatnio było o was głośno - odpowiedział Scott. - Co dalej z twoją karierą?
Odetchnęłam, bo reporter zakończył temat Joel'a. Miałam nadzieję, że wypadłam przekonująco.
- Niebawem ukaże się mój pierwszy singiel, mam w planach parę wywiadów i występów - odpowiedziałam ogólnikowo. - Wiadomo, że początek jest zawsze najgorszy. Czeka mnie naprawdę dużo pracy.
Nie wiedziałam, kiedy pojawił się za mną Jay i położył mi rękę na ramieniu.
- Chyba się trochę zagadaliście - stwierdził. - Musimy już wchodzić - uśmiechnął się do mnie.
- Było miło - powiedziałam, posyłając uśmiech w stronę reportera. 
- Potwierdzam i życzę miłej premiery!
Złapałam Jay'a pod rękę i zaczęliśmy iść w stronę wejścia na salę. Rozglądałam się, lecz nigdzie nie zobaczyłam ani Lawson, ani reszty The Wanted.
- Gdzie wszyscy? - spytałam w końcu.
- Już weszli, a ja wróciłem po ciebie - odpowiedział spokojnie. - Przy okazji słyszałem twoją odpowiedź na pytanie o Joel'a.
- Myślisz, że dobrze zrobiłam?
- Kłamiesz jak profesjonalistka - zaśmiał się.
- Ciekawe, czy ciebie pytali o związek z Kelsey Ann - droczyłam się.
- Pytali. Odpowiedziałem, że nikogo nie mam - oznajmił normalnie, wzruszając ramionami.
- Czyli też kłamałeś!
- Nie, byłem śmiertelnie poważny - oświadczył, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem. - No co? Chyba nie sądzisz, że byłbym z dziewczyną, która gardzi "Avatar'em"?
Roześmiałam się, do czego on też dołączył. Zanim weszliśmy na salę, pochwaliłam jeszcze to, że z nią zerwał. Zajęłam miejsce między Nathan'em a Max'em.

Wszyscy poszliśmy na after party. Razem z Nath'em pogratulowałam Dougie'mu świetnego filmu, choć obydwoje stwierdziliśmy, że wcale taki nie był. Oprócz paru spektakularnych gleb, nie było tam nic śmiesznego.
- Napijesz się czegoś? Ponczu, szampana, wina? - proponował Sykes, rozglądając się po stołach.
- A co ty taki miły? Pewnie sam piłeś przed wyjściem - zażartowałam.
- Czy ja kiedykolwiek byłem dla ciebie niemiły? - spytał, patrząc na mnie z politowaniem.
- Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem - ostrzegłam go, sięgając po kieliszek czerwonego wina.
- Sztywno tu, co? - dołączył do nas Max. - Mam nadzieję, że to wszystko zaraz się rozkręci, bo inaczej to wychodzę.
- Gdzie Siva? - spytał Nathan. - Albo nie, nie mów. Pewnie gdzieś z Ree - dodał szybko, kręcąc głową z dezaprobatą.
- Daj spokój. Są młodzi, zakochani i zaręczeni - wtrąciłam.
- Nie dają o tym zapomnieć - westchnął. - A Tom i Jay?
- Jay'a nie widziałem - wzruszył ramionami Max. - A Tom bajeruje jakieś laski przy barze.
- Służy mu życie singla - zauważył Nathan. - Dobrze, że tak szybko zapomniał o Kelsey.
Przez chwilę rozmawiali o Tom'ie, ale byłam wyłączona z konwersacji. Bez słowa wpatrywałam się w długonogą blondynkę z drugiego końca sali. Co chwila zaśmiewała się głośno i odgarniała platynowe włosy, lub poprawiała suknię z wysokim rozcięciem. Czule obejmował ją nie kto inny, tylko Arthur.
Zareagowałam na to mocnym ściśnięciem dłoni Nathan'a.
- Franka?
- Hej, Fran - spróbował Max, machając mi dłonią przed oczami.
- Alisha tu jest. Z Arthur'em - powiedziałam wreszcie, nie kryjąc zaszokowania.
Pobiegli wzrokiem wzdłuż sali, by zobaczyć o kim mówię. Przez ostatnie tygodnie Alisha rozsiewała jakieś idiotyczne plotki o mnie i o The Wanted, czym tylko mnie podburzała.
- To ta zdzira - powiedział spokojnie Nathan, po czym napił się szampana.
- Zdzira? - powtórzyłam, a parę osób na nas spojrzało. - Ona chyba się prosi o lanie.
- Wiemy, że jesteś do tego zdolna, ale bez przesady - zaśmiał się nerwowo Max.
- Jeśli powie do mnie choć jedno słowo, to dostanie - obiecałam i upiłam łyk wina.
Jak na zawołanie, Alisha podniosła się z siedzenia i zaczęła iść w naszym kierunku. Odstawiłam kieliszek z gracją, po czym uśmiechnęłam się do niej promiennie. Nie było mi dane zobaczyć, jakie przerażone miny mieli Nathan, Max i stojący za moimi plecami Jay.
- Kochanie! Jak dawno się nie widziałyśmy - zawołała.
- Tak, to prawda - przyznałam. - Jak ci się śpiewało moje piosenki?
- Twoje? Były zbyt słabe. Musiałam mocno je podreperować - zaśmiała się perliście.
Jak wierny pies, wyrósł za nią Arthur. Nie czuł się dobrze w tym towarzystwie, więc nie powiedział ani słowa.
- Będę szczera - zaczęła.
- Potrafisz tak? - spytałam z zaszokowaniem na twarzy.
Nathan szturchnął Jay'a, który już poważnie brechtał się z tej sytuacji. 
- Wypędziłam cię z mojej trasy koncertowej, żeby ci udowodnić, że zupełnie nie masz talentu - oznajmiła. - Po co wracałaś, Fancy? 
- Żeby zrobić ci na złość i powiedzieć wszystkim prawdę - uśmiechnęłam się szeroko i sztucznie.
- Jaką prawdę?
- Taką, że jesteś beznadziejną piosenkarką. Kiedy słucham twoich piosenek, mam wrażenie, że słucham skrzypiących drzwi.
Alisha zacisnęła szczęki i wylała na mnie zawartość mojego kieliszka. Zamknęłam oczy i przetarłam dłonią mokrą twarz, bez cienia emocji. Max zatrzymał Nath'a, który próbował mnie stąd zabrać.
- Teatralnie to rozegrałaś - skomentowałam.
- Słuchaj, suko. Wywaliłam cię, więc trzeba było siedzieć cicho. Czego jeszcze chcesz? - warknęła.
- Pięknego finału - oznajmiłam, po czym zabrałam kieliszek od Max'a i wylałam na nią poncz.
Krzyknęła głośno i przeciągle. Rzuciła się na mnie i zaczęłyśmy się szarpać, dopóki Arthur nie odciągnął jej, a Nathan mnie. Otrzepałam się.
- Możesz mnie puścić, jestem spokojna - szepnęłam, a Młody z lekkim ociąganiem mnie zostawił.
Kiedy Alisha miała zamiar odchodzić, nadepnęłam na kraniec jej sukni, przez co stanęła w samej bieliźnie przed całą publicznością.
- Ty szmato! - krzyknęła. - I co z tego, że zabrałam ci piosenki i zniszczyłam cię? Zawsze mogę zrobić to po raz drugi!
- Kochana! Teraz właśnie zniszczyłaś samą siebie - odparłam z pełnym spokojem, machając jej na pożegnanie.
Reporterzy ze sprytnie ukrytymi aparatami od razu rzucili się w jej kierunku i zapisywali to, co powiedziała. Warknęła tylko i uciekła przez drzwi wejściowe, tym razem bez Arthur'a, ale z całą chmarą paparazzi za sobą.
Nathan natychmiast mnie przytulił, przez co trochę ubrudził się winem. Max przybił ze mną piątkę, a Jay uniósł mnie nad ziemię i gratulował zwycięstwa. 
- To było świetne! Nie dałaś się wyprowadzić z równowagi! - mówił Nathan.
- I te riposty! Uczyłaś się ode mnie - zaśmiał się Loczek.
- Już nie mogłam wytrzymać tej sztuczności - jęknęłam.
- Widzieliście, jak jej silikony omal nie wypadły? - zaśmiewał się Max.
- Mamma mia! Fran, to było piękne - usłyszałam Tom'a, który uściskał mnie szybko.
- Tak, to było imponujące.
Odwróciłam się. Arthur.
- Możemy porozmawiać?

- Chciałem cię przeprosić. To wszystko musiało dla ciebie wyglądać jak zdrada - powiedział.
- A to nie była zdrada?
- Po części była. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Miałaś się nie dowiedzieć, że to akurat z Alishą jestem - kontynuował.
- Nie jestem na ciebie zła. Już nie - westchnęłam. - Byłeś moim narzeczonym, bliską osobą. Nie chcę mieć dużo wrogów.
- I taką Frankę lubię - uśmiechnął się. - A jak nasze mieszkanie? Dobre miejsce wybrałem?
- Świetne. Mieszkanie jest duże, no i mogłam je zaprojektować według własnego pomysłu - wyszczerzyłam się. - Chwilowo mieszka ze mną Nareesha.
- Kazałbym ci ją pozdrowić ode mnie, ale nigdy się nie lubiliśmy - wzruszył ramionami. - Nawet jednego dnia mi się wydawało, że widziałem Sivę.
- Możliwe, że go widziałeś. Próbował cię pobić - powiedziałam. - To Irlandczyk, trzyma wszystkie urazy w sobie, aż do końca.
- Pewnie dlatego zawsze się go bałem - zaśmiał się.
Nastała krótka cisza. Korytarz był zupełnie pusty.
- A jak twój dziadek? - spytał Arthur.
- Miał problemy zdrowotne, ale jest coraz lepiej - oświadczyłam. - Pani Amelia się nim opiekuje. A twoi rodzice?
- Żałowali, że nie doszło do naszego ślubu. Tata ostatnio często wyjeżdża, a mama kupuje hurtowo kapelusze - westchnął. - Kryzys wieku średniego.
- Ona chciała mnie ubrać w jej suknię ślubną! Pamiętasz to? - zaśmiałam się. - Nie mogłam wytrzymać, widząc te ogromne bufki na ramionach.
- Ta suknia na tobie wisiała! - zawtórował mi. - Albo pamiętasz, jak ojciec kazał mi założyć na ślub jego krawat w pomidory? Powiedział, że...
- ... poznał w nim twoją mamę, pamiętam - dokończyłam.
- Fran, naprawdę świetnie wyglądasz - przyznał, uśmiechając się do mnie.
- Też muszę przyznać, że z tym zarostem ci do twarzy - wyszczerzyłam się.
Przerwał nam dźwięk przychodzącego sms-a. Arthur wyjął telefon z kieszeni i spojrzał na mnie znacząco.
- Alisha.
- Leć do niej - zachęciłam go.
- Cieszę się, że wszystko w porządku - powiedział, wyciągając dłoń w moim kierunku.
- Ja też. Czekałam na to - odpowiedziałam spokojnie.
Uścisnęliśmy swoje dłonie. Odprowadziłam go kawałek, dopóki nie usłyszałam czegoś dziwnego.
Lekko uchyliłam ogromne drzwi tarasowe. Przez szparę obserwowałam wydarzenie, którego nigdy bym się nie spodziewała.
- Jaki ty jesteś głupi - wykrzyczał Joel.
- Chyba dlatego, że ci zaufałem - odpowiedział Nathan z pogardą.
Coś tu nie grało.
Nath i Joel odnoszący się do siebie w taki sposób. Jay obserwujący wszystko. Ja, podsłuchująca. I Parker stojący za mną.
- Co jest? - spytał szeptem.
- Nie wiem jeszcze.
Nathan przyciągnął Joel'a za krawat do siebie, dzięki czemu dzieliły ich centymetry. Wymieniali agresywne spojrzenia i głośne oddechy.
- Uwierzyła mi. Kompletnie - odezwał się nagle Joel. - Wiesz, że kocham Kathryn. Francessa jest cholernie naiwna.
- Co do cholery..? - usłyszałam od Tom'a.
- Nikt nie pozwolił ci tak o niej mówić - warknął James.
- Ale nikt nie zakazał mi też mówić prawdy - odpowiedział spokojnie Joel.
Młody puścił Joel'a i wsunął palce we włosy.
- Chciałem, żeby się zgodziła na ten związek dla mediów. Wiedziałem, że gdyby tak naprawdę nic między nami nie było, nie zgodziłaby się - powiedział Joel wreszcie. - Czekała mnie za to niezła pieniężna nagroda.
- Joel...
- Im więcej was dzieliło, tym lepiej - dodał Joel, zerkając na Nathan'a. - Słyszałem, że pokłóciłeś się z Martinem?
- Idiota - wyrwało się Parker'owi i szybko zasłoniłam jego usta ręką.
- Jest tu ktoś?
Milczeliśmy. Joel machnął ręką.
- Nie wierzę, że posunąłeś się do kłamstwa i zdrady - jęknął Jay. - Przyjaźnimy się!
- A jaki to ma związek? - zdziwił się Joel. - To tylko interesy.
- Ale tu chodzi o Fran! - krzyknął Nathan nagle, uderzając dłonią w balustradę. - Zraniłeś ją.
- Jeszcze o niczym nie wie.
- Ale się dowie - zagroził Jay. - Zadbam o to.
- Naprawdę mam dość ciągłego gadania o tym! - jęknął Nath, czym dał mi do zrozumienia, że już wcześniej o wszystkim wiedział.
- Sorry, Nath. Pewnie ty byś z nią był, gdyby nie ja - powiedział Joel z dziwną arogancją.
- Sorry? Żałosne - zawtórował mu Nathan. - Zabrałeś mi ją.
- Nathan! - Jay wyraźnie się zniecierpliwił. - Przecież możesz jeszcze wszystko naprawić.
- Weź się lepiej ogarnij, człowieku. Już po wszystkim - westchnął Nathan głośno. - Skończyło się.
- Fran, gdzie idziesz? - spytał mnie szeptem Tom, gdy odchodziłam.
- Na dół. Na dwór. Do samochodu. Gdziekolwiek - odpowiedziałam bez sensu. - Muszę pomyśleć.
- Czekaj!
- Tom? - usłyszałam Nath'a, a potem zbliżające się w naszą stronę kroki.
Zdążyłam uciec, nim mnie zauważyli.


Cześć!
Taka niespodziewanka w Wanted Wednesday! Rozdział na OS, ale też na nowym blogu. <nie ma to, jak umiejętna reklama>
No i nasza Franka o wszystkim się dowiedziała... Co będzie teraz? Zazwyczaj ludzie uciekają po czymś takim. <ale ja nic nie mówiłam>
Mamy przed sobą jeszcze jeden, albo dwa rozdziały. Nie mam pojęcia, bo następnej części mam napisane jakieś 10% i sama nie wiem, jak to ułożę. Prawdopodobnie będziecie musiały poczekać na następny rozdział. A jak Wam się będzie nudziło, może poczytacie nowego?
Wiem, jestem żałosna.
Już nic nie piszę. Nie ma limitu komentarzy, choć chętnie zobaczyłabym Wasze wizje dotyczące zakończenia. Pocieszę Was - na epilog mam pomysł!

Trzymajcie się! Ja mam jutro wywiadówkę i boję się, że mama mnie zabiję i nie skończę tego bloga...


niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział dwudziesty pierwszy


Miałam wiele spraw do wyjaśnienia.
Zostawiłam Gerarda u pana Bartoli i szybko wsiadłam do swojego auta. Popędziłam prosto do The Wanted.
Zapukałam do ich drzwi, ale nikt mi nie otworzył. Słyszałam krzyki i wyzwiska. Odważyłam się wejść bez zaproszenia.
Stanęłam w progu salonu i to, co zobaczyłam, dosłownie przyprawiło mnie o ból głowy. Tom i Max wrzeszczeli na siebie, podczas gdy Kelsey mocno trzymała Parker'a, wstrzymując go od rzucenia się na Łysego.
Wymieniłam zaniepokojone spojrzenie z Sivą, który pilnował Max'a.
- Ty cholerny idioto! Egoisto! Byliśmy przyjaciółmi! - krzyczał Tom.
- Przyjaciele sobie ufają, a ty nawet nie próbujesz mnie wysłuchać! - warknął Max.
- Skoro Kelsey mówi, że to ty ją pocałowałeś, to co mam sobie kurwa myśleć? Chyba widziałem na własne oczy, durniu! - wrzasnął Parker.
Łzy stanęły mi w oczach i w tym samym momencie poczułam narastającą nienawiść do Kelsey.
- Jasne! Wierz tylko tej swojej świętej Kels! - odgryzł się Max.
Nathan prześlizgnął się obok mnie i wszedł do salonu, stając idealnie między Tomax'em. Nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem, co mnie zasmuciło. Był najważniejszym powodem moich odwiedzin tutaj.
- Przestaniecie się drzeć?! Głowa mi pęka! - przybrał ostry ton.
- Wybacz, paniczu Nathan'ie - prychnął Tom, lekko go popychając.
Stało się coś dziwnego. Nathan odsunął Kelsey i z pełną siłą usadowił Tom'a na kanapie. Zrobił to tak szybko, że aż rozdziawiłam usta ze zdziwienia.
Skorzystałam z okazji i podeszłam do Max'a. Złapałam go dyskretnie za rękę. Ścisnął moją i wypuścił z siebie powietrze, jakby ratował się od płaczu.
- Parker, musisz o czymś wiedzieć - zaczął Nath.
Kelsey otworzyła szerzej oczy i ze zdenerwowaniem wpatrywała się w twarz Młodego. To nie wróżyło dobrze.
- Wiem, że kochasz Kelsey i ufasz jej bezgranicznie. Wiesz też, że ostatnio zachowywałem się jak totalny idiota. Teraz tylko pogorszę sytuację, ale musisz o czymś wiedzieć - dodał Nath, widząc nieprzejednaną minę Tom'a.
- Teraz to i tak mi wszystko jedno - mruknął Tom.
- Wynająłem mieszkanie w Londynie. Jeździłem tam, żebyście myśleli, że kogoś mam. Chciałem zrobić wam wszystkim na złość - mówił Nathan. - Pewnego razu zrobiło mi się tak bardzo żal, że najzwyczajniej w świecie się upiłem. Do niedawna nie pamiętałem nic z tamtej nocy...
- Jeżeli chcesz nam opowiadać o swoich ekscesach, to może innym razem - Parker wstał, lecz Nathan zdecydowanym ruchem zmusił go do zajęcia miejsca na sofie.
- Nath - jęknęła Kelsey, ledwo słyszalnie.
- Twoja dziewczyna zadzwoniła do mnie. Pewnie podałem jej adres, nie wiedząc o tym - tutaj Nathan przeciągle westchnął. - Przyjechała. Nie zdążyła nawet wejść do mieszkania, a już się na mnie rzuciła, i...
Tom natychmiast się wyprostował, przez co widoczna była różnica wzrostu między Nathan'em i nim.
- I co?
- Spałem z Kelsey, Tom.
- Ty kretynie! Oszuście! Zdrajco! - wyzwiska wypływały z ust Toma w szybkim tempie.
Kelsey rozpłakała się głośno, a my wszyscy byliśmy w szoku. Tak wielkim, że objął nas paraliż.
Aż do czasu, gdy Tom zamachnął się i prawie uderzył Nath'a, gdy...
Stanęłam przed Sykes'em i zasłoniłam go, przy okazji sama obrywając. Siła uderzenia odepchnęła mnie do tyłu, lecz Nathan zdążył mnie złapać. Ból był ogromny.
- Oszalałaś?! - Nath wyglądał na bardzo zmartwionego.
- Fran! Jezu, przepraszam - głos Tom'a przepełniony był emocjami.
Złapałam się za policzek i stanęłam na równych nogach. Nie wiem kiedy, ale Jay przybiegł do pokoju z kawałkiem surowego mięsa, które położył mi na policzku.
- Co cię napadło? - szepnął, wpatrując się we mnie niebieskimi oczami. - Co was napadło?! - ryknął do reszty. - Widzicie, co narobiliście? Kelsey, może ty się wreszcie odezwiesz? Może mam opowiedzieć, jak się do mnie przystawiałaś w klubie?
Tom opadł na kanapę, chowając twarz w dłoniach. Jego ciałem zaczął wstrząsać płacz.
- Tom... - zaczęła Kelsey.
- Wynoś się! - krzyknął do niej, z łzami w oczach. - Wynoś się stąd i nigdy więcej nie chcę cię widzieć! Zniszczyłaś mi życie, lafiryndo! Masz się wynieść z mojego życia!
Potem wybiegł do swojego pokoju. Kelsey spojrzała na nas przerażonym wzrokiem.
- Nie słyszałaś, szmato? - warknął Max. - Mam nadzieję, że jesteś zadowolona.
Tak szybko jak to powiedział, tak szybko jej nie było. Max natychmiast ruszył za Tom'em.
Nathan nachylił się do mnie.
- Po co to zrobiłaś, Fran?
Siva zobaczył to. Powiedział wtedy:
- Jay, wyjdźmy. Dzisiaj jest chyba jakiś dzień szczerości.
Zostaliśmy sami. 
Tylko ja i on.  
Po tamtych wydarzeniach zupełnie nie miałam pojęcia, jak przeprowadzić tą rozmowę.
- Fran...
- Nath, ja o wszystkim wiem - powiedziałam zdecydowanie.
Westchnął, wbijając wzrok w podłogę.
- Jestem debilem. Spałem z dziewczyną przyjaciela, pokłóciłem się z wami wszystkimi i was oszukiwałem. Nie zasługuję na miejsce w The Wanted - oznajmił cicho.
- Idiota - mruknęłam.
- Co? - zmarszczył brwi.
- No idiota! - powtórzyłam. - Gdybyś tylko wiedział...
- Mów, w końcu mamy dzień szczerości - uśmiechnął się, szturchając mnie lekko.
Spuściłam głowę i myślałam nad tym wszystkim.
- Nath - zaczęłam cicho - ty jesteś dla mnie znacznie ważniejszy niż inni.
Przyglądał mi się z zainteresowaniem.
- Chcesz powiedzieć, że ty... odwzajemniasz moje uczucia? - spytał powoli.
Przez chwilę tonęłam w jego zielonych oczach. Jego twarz stopniowo zaczęła się przybliżać, a motyle w moim brzuchu trzepotały coraz głośniej.
Oprzytomniałam.
- To i tak nie ma sensu. Mam kogoś - podniosłam się.
- Chciałaś porozmawiać szczerze, a teraz unikasz odpowiedzi - również wstał i mierzył mnie wzrokiem.
Poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon i odczytałam sms-a od Joel'a.
"Właśnie wsiadamy do samolotu! Spodziewajcie się nas za kilka godzin!"
- To on? - głos Nathan'a stał się niższy.
Tylko kiwnęłam głową.
- Sam widzisz.
- Wracają?
Znowu kiwnęłam.
- Muszę zajrzeć do Tom'a i Max'a. 
- Idź.
Otworzyłam drzwi i będąc na progu, odwróciłam się ostatni raz w stronę Sykes'a.
- Wiesz, co jest najśmieszniejsze? - spytałam. - Że gdyby to wszystko potoczyło się troszeczkę inaczej, moglibyśmy być ze sobą.
- Teraz, jedynym na czym najbardziej mi zależy, to dalsza przyjaźń z tobą - powiedział szczerze. - Jeśli mi wybaczysz, będę szczęśliwy. Jeśli nie, zrozumiem. Wiem, że nie zakończysz związku z Joel'em dla mnie. Miałem swoją szansę i wszystko zwaliłem - dokończył.
- Zwaliłeś, po całości - zgodziłam się z nim.
Spojrzał na mnie, zatroskany.
- Będziesz miała niezłe limo.
Parsknęłam śmiechem. Cały stres i napięcie minęło. On też się uśmiechnął.
- Pomyślą, że mnie bijecie - dodałam.
- I będą mieli rację - wzruszył ramionami. - Obroniłaś mnie.
- Bo cię kocham, idioto - oświadczyłam, ale potem zdałam sobie sprawę ze znaczenia tych słów.
- Co powiedziałaś?
- Nie chciałam, żebyś źle wyglądał - odpowiedziałam szybko.
Zaśmiał się nerwowo.
- Czyli zgoda?
- To zależy od ciebie. Możesz znów mnie trochę powyzywać - ruszyłam brwiami.
- Już mi się to znudziło.
Podeszliśmy do siebie. Przytuliłam się do niego i zrobiło mi się tak lekko, jak jeszcze nigdy. Przymknęłam oczy i w całości korzystałam z tej chwili.
- Nath?
- Hmm?
- Obiecaj, że już się nie pokłócimy - szepnęłam w jego szyję. - To trochę męczące. Być obok ciebie i nie móc cię przytulić ani z tobą pożartować.
- Nawet nie wiesz, jak ja się męczyłem przez ten czas...
Oderwaliśmy się od siebie. Złapałam go za policzek i ścisnęłam go.
- Możesz pogadać z Tom'em? - poprosił.
- Ale ty z Max'em.
- Załatwione.
Stanęłam przed drzwiami do pokoju Tom'a. Serce biło mi jak oszalałe.
Co ja przed chwilą powiedziałam?
Powiedziałam, że kocham Nathan'a. 
Ale ja nie mogę go kochać. W końcu to... Nathan.
Uchyliłam lekko drzwi.
Tom leżał na brzuchu na łóżku, wpatrując się beznamiętnie w okno.
Usiadłam obok niego. Natychmiast wtulił się w mój brzuch.
- Dlaczego to tak boli? - zapytał cicho.
- Bo nigdy byś się nie spodziewał tego po osobie, którą kochasz - odpowiedziałam, wracając wspomnieniami do Arthur'a. - Do dziś pamiętam, jak pojechaliśmy oglądać wspólne mieszkanie. Od początku coś było nie tak, widziałam to. Usiedliśmy na parapecie i wtedy powiedział, że kocha kogoś innego. Dziewczynę, której szczerze nienawidziłam.
- Tu jest trochę inaczej. Podrywała moich przyjaciół. Spała z Nath'em, całowała się z Max'em i przystawiała się do Jay'a... Co to znaczy?
- To znaczy, że Siva jest mało atrakcyjny. Ale nie mów mu - zażartowałam.
Uśmiechnął się.
- Pogodziłaś się z Młodym?
- Tak.
- Czyli wiesz o wszystkim?
Westchnęłam, i pogładziłam go po włosach.
- Wiem, ale nie mam pojęcia, co z tym zrobić.
- Ja też nie mam pojęcia. Musisz przemyśleć, co do niego czujesz - szepnął. - Ale wiedz jedno. Nie zależało mu tak na nikim innym, jak teraz na tobie.
- Muszę pogadać z Jay'em. Wpadnę potem - stwierdziłam nagle.
- Wpadnij. W tym czasie zmienię status z 'w związku' na 'wolny' na facebook'u - mruknął ze smutkiem wyrytym w oczach.
- Ale wiesz, że cię kocham? Chłopcy też. Nathan i Max też. I Jay też - powiedziałam, na odchodne.
- Z wzajemnością!
Brzuch mnie rozbolał od tego dnia szczerości. Miałam już tylko jedną sprawę do załatwienia.
Jaybird siedział na podłodze, oparty plecami o łóżko. Gdy weszłam, natychmiast zmierzył wzrokiem moją twarz.
- Będzie limo - stwierdził.
Usiadłam obok niego. Milczeliśmy przez chwilę.
- Chciałabym wreszcie z tobą porozmawiać o wydarzeniach z czerwca - wydusiłam z siebie.
Nabrał powietrza i odrzucił głowę do tyłu.
- Co tak dokładniej chcesz wiedzieć?
- Nie wiem. Wszystko.
Jay położył dłoń na mojej i ponownie nabrał powietrza. Zaczął mówić, wpatrując się przed siebie.
- Dokuczałem ci, bo to było zabawne. Dodatkowo, świetnie maskowałem to, że mi się podobałaś. Nathan nie miał żadnych podejrzeń. Potem zaczęło robić się poważniej. Poczułem do ciebie coś, czego nie poczułem do żadnej innej osoby. Świadomość, że i tak prędzej czy później to Nathan będzie cię miał, dobijała mnie kompletnie. Zrobiłem się markotny i zły. Rywalizowałem o ciebie z Nathan'em podświadomie. Nasza przyjaźń strasznie się wtedy osłabiła... A potem cię pocałowałem i wiedziałem, że ty też musisz czuć coś do mnie. Uciekłem, bo... ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Postanowiłem się poddać, ze względu na Młodego.
- A teraz?
- Minęło sporo czasu. Wolę się z tobą przyjaźnić - uśmiechnął się. - Nie jestem stworzony do związków. Z Kelsey Ann też nie wypali.
- Dlaczego?
- Jest zbyt blisko drugiej Kelsey. Poza tym, ona nie lubi "Avatara" - bąknął, kręcąc głową z dezaprobatą.
Uśmiechnęłam się i uderzyłam go głową w głowę.
- Każdy kiedyś znajduje drugą połówkę - powiedziałam inteligentnie.
- Ja już dawno znalazłem - oznajmił spokojnie. - Myślisz, że Neytiri to tylko moja jaszczurka?
- Ble, nie mów lepiej nic więcej - skrzywiłam się.
- A kto jest twoją drugą połówką? - spytał.
- Chciałabym to wiedzieć...
Zeszłam na dół, a w salonie zobaczyłam, jak Max pociesza Tom'a. Zrobiło mi się lekko na sercu, widząc to. Parker wyglądał trochę lepiej, niż poprzednio. Siva uniósł kciuki do góry, zauważając mnie. Pokazałam, że wychodzę, na co skinął głową.
Potrzebowałam dużo czasu, żeby przemyśleć to, co czuję do Nathan'a. Czy to możliwe, że nie zauważyłam, kiedy przyjaźń zmieniła się w miłość?

~ perspektywa Nathan'a ~

Tom'a nie było u siebie, więc szybko zbiegłem na dół. Znalazłem go razem z Max'em i Sivą w salonie. Fran już nie było.
- Przepraszam. Jesteś moim przyjacielem, a ja ufałem Kels... nie tobie - mówił cicho Tom, przytulany przez Max'a.
- Już ci powiedziałem, że nic się nie stało - mruknął Łysy. - Kto jak kto, ale ja wiem, co to znaczy być opętanym przez kobietę.
Cicho podszedłem i usiadłem obok Parker'a. Wyprostował się prawie natychmiast i przybrał poważny wyraz twarzy.
- Dalej. Uderz mnie - odezwałem się.
- Powiedz mi tylko jedną rzecz - Tom odwrócił się do mnie. - Jakim cudem wskoczyła tobie do łóżka, skoro masz... no, najmniejszy sprzęt z nas wszystkich?
Ze zdziwieniem spojrzałem na Tom'a. On normalnie żartował! Uśmiechał się. Objął mnie ramieniem.
- Brachu, może i uważałem ten związek za poważny, ale przyjaźń liczy się dla mnie bardziej niż każda kobieta świata - powiedział spokojnie.
- A byłem pewny, że wyjdę z domu z obitą mordą - odetchnąłem, ściskając krótko Parker'a.
- Jakież to słodkie - zacmokał Jay z progu. - Też chcę!
I wskoczył na kolana Tom'owi. Po chwili Siva i Max też się dołączyli. 
- Skoro już w porządku, to wychodzę - Jay się podniósł i otrzepał spodnie.
- Gdzie?
- Muszę pogadać z Joel'em - oświadczył bojowo.
- Też chciałem do niego jechać - rzuciłem.
- To jedź ze mną - Loczek uśmiechnął się szczerze.
Prawie wyszliśmy z domu, gdy Max krzyknął za mną.
- Nath!
Odwróciłem się.
- Dobrze, że wróciłeś - oznajmił i chyba nawet był ze mnie dumny.
Wsiedliśmy do samochodu, James prowadził. Nie było innego wyjścia, skoro nie wiedziałem, gdzie mieszka Peat.
- Jay - zacząłem. - Przepraszam. Od pewnego czasu byłem zazdrosny i zły, przez co nasza przyjaźń trochę się zepsuła.
- Trochę? Roz...waliła się po całości - zaśmiał się James. - Ale słowa Tom'a są wyjątkowo cenne. Przyjaźń jest najważniejsza. Jaythan musi istnieć!
- Jak tylko wrócimy, zrobimy małą sesyjkę dla fanek - mrugnąłem do niego.
- W łóżku? Oby nie! Po ostatnim razie nadal mam okruszki na prześcieradle!
- Sam chciałeś oglądać horror. A ten popcorn się wyrzucił samoistnie - bąknąłem.
- Mogłeś mi chociaż łóżko odkurzyć - zauważył James ze śmiechem.
Kilka minut później staliśmy razem pod drzwiami do mieszkania Joel'a.
Nie miałem pojęcia, co Jay chce mu powiedzieć. Ja miałem zamiar go prosić o opiekowanie się Fran.
Zapukałem. Otworzyła nam wysoka blondynka o szarych, dużych i przygniecionych warstwą makijażu oczach.
- Kathryn? - spytałem zszokowany.
Zerknąłem na Jay'a. Nawet nie drgnął. Nie wyglądał na zaskoczonego.
Bez słowa ją wyminął, a jego twarz zdradzała stanowczość. Spojrzałem na Kathryn, byłą dziewczynę Joel'a.
- O co w tym chodzi? - zadałem jej pytanie.
- To nie tak, jak myślisz...
- Co to ma być?!
Natychmiast pobiegłem dalej do, jak mi się wydawało, salonu. Jay złapał Joel'a za koszulę i ze zdenerwowaniem czekał na odpowiedź.
- Możesz mnie puścić? Wtedy pogadamy!
Jay rzucił go agresywnie na kanapę i oblizał wargi. Podszedłem do Loczka, nie rozumiejąc zupełnie nic.
- Bird? - podniosłem wzrok na przyjaciela.
- Oszukuje Fran! - powiedział do mnie, choć nie spuszczał wzroku z Joel'a.
- Wiem, umawialiśmy się - zaczął tamten.
- Dokładnie, umawialiśmy się! Pamiętasz, co mi obiecałeś? Widzę, że nie - tutaj James wskazał na Kathryn.
- Miałem rzucić Kathryn dla Fran? Daj spokój! Ona po prostu musi uwierzyć, że z nią jestem! To nie znaczy, że mam kończyć z poprzednim życiem - warknął Joel, wstając na równe nogi.
Wyjaśniło się wszystko.
To była tylko gra. Joel nie interesował się Fran. Chodziło jedynie o promocję i o media. Francessa nie wiedziała o niczym, uwierzyła mu. Nawet ja mu uwierzyłem, choć początkowo miałem takie same plany.
- Joel - rzucił ostrzegawczo Jay, z powrotem posyłając go na kanapę. - Nie spodziewałem się tego po tobie. Po każdym, ale nie po tobie.
Serce mocniej mi zabiło. Zdenerwowanie wzięło górę.
- Nigdy bym nie pomyślał, że to zrobię - powiedziałem do siebie, po czym przywaliłem Joel'owi w twarz.
Jay spojrzał na mnie z nieukrywanym szokiem.
- To za Fran - zastrzegłem, wiercąc wzrokiem dziurę w twarzy Joel'a.
Bird złapał mnie za ramiona i wyprowadził z mieszkania. Staliśmy na klatce schodowej i patrzyliśmy na siebie.
- Nie mów jej - poprosił James. - Najlepiej będzie, jak się nie dowie.
- O czym? O tym, że on ją oszukuje? - spytałem.
- To proste, że nie pozwolę, by z nim była - oświadczył. - Nie pozwolimy, prawda? - poprawił się.
- Jasne, że nie.
- Niedługo jest premiera tej głupiej komedii Dougie'ego, pamiętasz? Zaproś Fran. Niech nie idzie z Joel'em - powiedział. - Na after party wszystko musi się jakoś rozwiązać.
- Czemu nie ty?
- Bo to ty zasługujesz na to, żeby z nią być. Kochasz ją.
Kiwnąłem głową.
Poczułem, że stoi przede mną mój bohater. Mój idol. Mój przyjaciel. 
Niespodziewanie przytuliłem Jay'a.

O matulu... Jaki zwalony rozdział.
Przepraszam wszystkich, którzy dostali jakiejś choroby psychicznej po przeczytaniu tego.
W mojej głowie jakoś lepiej to wyglądało, no ale...
Wybaczcie, musiałam! Musiałam pozbyć się Kelsey, w tym opowiadaniu mi się zupełnie nie podobała. 
Kryzys zażegnany, The Wanted znowu razem... Takie tam nudy.

Kochani moi!
Wiecie, o co chcę Was prosić?
Zaglądajcie na mojego nowego bloga i komentujcie, proszę. Dopiero zaczynam, więc zawsze można go usunąć, jeśli Wam się nie podoba.
Jeżeli wczoraj ktoś miał problem z zostawieniem komentarza, dzisiaj powinno już być okej. 
Więc baaaaaaardzo Was o to proszę. 

Jeszcze raz link ->> http://we-were-meant-to-fly.blogspot.com


Jeśli kochacie Nathan'a, Jay'a, Max'a, Tom'a i Sivę, nawet jeśli jeden z nich to oszust, to zapraszam!
Gwarantuję, że wielkich smutasów tam nie będzie.


No więc tak... Trzymajcie się i do następnego!



sobota, 9 lutego 2013