czwartek, 31 stycznia 2013

Rozdział osiemnasty


Moje stopy wylądowały na krzywo ułożonej kostce. Pobiegłam za nią wzrokiem, i ujrzałam mały, drewniany domek.
- Chcesz mnie upić i okraść, a potem tu zostawić? - spytałam, zbytnio nie uważając na słowa.
Zaśmiał się. 
- Spokojnie, mój przyjaciel, który tu mieszka szybko by cię znalazł - odpowiedział beztrosko.
Po chwili już znajdowałam się w środku, gdzie panowało przyjemne ciepło. Zdjęłam kurtkę, czapkę, szalik i rękawiczki. Od razu zrobiło mi się lżej i o wiele cieplej.
Pomieszczenie oświetlone było jedynie światłem kominka, do którego Joel właśnie dokładał kawałki drzewa. Znajdowało się tu łóżko, parę szafek kuchennych z lodówką i kuchenką, a także łazienka i parę gratów, na które nie patrzyłam. 
- Jesteś głodna?  zapytał, otrzepując ręce.
W odpowiedzi tylko pokiwałam głową, robiąc minę małego dziecka. Poszperał w szafkach, ale jedyne co znalazł to paczka ciastek i mleko.
- Będziemy musieli się tym zadowolić - westchnął.
Dosiadł się do mnie, a ja z lubością zaczęłam pałaszować ciastka. W pewnym momencie Peat zatrzymał rękę z ciastkiem w połowie drogi do jego ust i przyglądał się sufitowi.
- Tak właściwie - zaczął - to my jesteśmy parą?
Zakrztusiłam się i przez co najmniej parę minut nie mogłam odezwać. Kiedy w końcu mogłam normalnie oddychać, Joel patrzył na mnie z przerażeniem.
- Dobrze, nie powinienem pytać - wymamrotał.
- Nie, nie. To moja wina - oznajmiłam, zapijając wszystko mlekiem.
- Nie było tematu - uniósł ręce w górę, zaświadczając o swojej niewinności.
Poczułam się głupio, bo chciałam o tym porozmawiać. Bardzo chciałam. A zachowałam się jak idiotka.
Po wypiciu mleka, zjedzeniu ciastek i opowiedzeniu sobie najgłupszych anegdotek świata, odstawiliśmy szklanki na blat. Joel zniknął na chwilę i powrócił ze swoją gitarą. Znów usiadł obok mnie.
- Muszę cię nauczyć - oświadczył, widząc mój zaciekawiony wzrok.
Przewróciłam oczami, ale położyłam gitarę na kolanach. Dałam Joel'owi nawet ustawić palce na odpowiednich strunach.
- Tutaj wszystko jest takie samo, tylko że inne - poinformował mnie z rozbawieniem.
- Dzięki za radę - mruknęłam.
Spróbowałam, ale gitara nadal żałośnie jęczała. Zmrużyłam oczy i potarłam o struny jeszcze raz, i jeszcze, ale to nic nie dawało. W tym czasie szatyn pokładał się ze śmiechu.
- Przestaniesz się śmiać i mi pomożesz? - warknęłam, zupełnie zniecierpliwiona.
Zsunął się na podłogę i klęknął przede mną. Znów nakierował moją rękę, i kiedy wtedy wprawiłam struny w ruch, wydały czysty dźwięk.
Spojrzałam na Joel'a, który wyszczerzył się zwycięsko. Potem wszystko zdarzyło się bardzo szybko.
Przyznaję się, to ja pierwsza go pocałowałam. Szatyn ostrożnie odłożył gitarę na bok, opierając ją o łóżko. Wyprostował się. Nie chciałam kończyć pocałunku, było idealnie.
Położyłam się na łóżku, on też się wspiął. Jego usta odrywały się od moich tylko po to, by zaraz znów się w nich zatopić. Moje palce powędrowały do guzików przy jego koszuli. Złapał mnie za ręce i spojrzał mi w oczy.
- Ale zostaniesz moją dziewczyną? - spytał zupełnie poważnie.
Przez ułamek sekundy przeraziłam się tą powagą. 
- Cieszę się, że pytasz - uśmiechnęłam się. - Oczywiście.
Odetchnęłam, gdy powagę zastąpił ten znany mi szczerz. Delikatnie musnął moje usta, choć pocałunek zaraz się pogłębił. Puścił moje dłonie, bym mogła na spokojnie rozpinać kolejne guziki jego koszuli.
Materiał zsunął się z jego barków. Odrzucił koszulę za siebie, nawet nie zwróciłam uwagi na to, gdzie wylądowała. Badałam rękami jego tors, a później plecy. Wyczuwałam pod palcami twarde mięśnie.
Dziwne, ale miałam obsesję na punkcie pleców.
Zszedł z pocałunkami do mojej szyi. Podwinął moją koszulkę i delikatnie pociągnął ją ku górze, na początku odsłaniając mój brzuch, aż ostatecznie całkowicie ją zdejmując.
Kolejne części naszych ubrań lądowały na podłodze, łóżku lub gdzieś na szafkach. Czułam przypływające fale gorąca za sprawą jego dotyku. Potrzebowałam go. Obezwładnił mnie, w zupełnie bezbolesny i niewyczuwalny sposób.
Jego ruchy były powolne, ale dokładne. Za każdym razem, gdy czułam go w sobie, wydawałam z siebie cichy jęk. Wszystko przyspieszyło. Wiedział, co ze mną robi. Stał się bardziej agresywny, silniejszy i szybszy. Bezwiednie zaczęłam wbijać w jego plecy paznokcie, na co tylko przymykał powieki. Głośno wypuszczał powietrze z każdym posunięciem.
Czułam, że to już. On chyba też. 
Padł obok mnie, zziajany. Znalazł moją dłoń i splótł nasze palce. Nasze klatki piersiowe poruszały się w równym, ale szybkim tempie. Czułam się szczęśliwa i bezpieczna.
Noc była jeszcze długa, a to był tylko przedsmak.

Promyki słońca beztrosko wpadały do pomieszczenia. Chciałam się ruszyć, ale czyjaś ręka skutecznie mi to uniemożliwiała. Potem ogarnęłam, że mój nos jest przyciśnięty do szyi Joel'a. Powoli przesunęłam całe ciało na miejsce obok.
Gdy tylko dotknęłam jego grzywki w celu odgarnięcia jej do tyłu, Joel otworzył oczy.
- Dzień dobry.
- Witam - odpowiedział zaspanym głosem.
Przez chwilę leżeliśmy naprzeciwko siebie w zupełnej ciszy. Nie rozumiałam, dlaczego tak szybko poddałam się Joel'owi. Wiedziałam za to, że wcale tego nie żałowałam.
- Zupełnie nie chce mi się stąd ruszać - mruknął, gładząc opuszkami palców wzdłuż mojej żuchwy i szyi.
- O której masz samolot? - spytałam, starając się, by mój głos brzmiał spokojnie.
- Dziesiąta? - uśmiechnęłam się na widok jego zamyślonej miny.
- Która jest teraz? - zapytałam, podnosząc się na łokcie i rozglądając za telefonem.
Problem w tym, że moje spodnie zwisały z lodówki i niekoniecznie chciało mi się po nie iść. Dzięki Bogu, Joel zostawił swoją komórkę obok łóżka.
- Świetnie, ósma - bąknął, a zaraz po tym legł na poduszkę. - Musimy wstać.
- Poprawka. TY musisz, ja mogę poleżeć - wyszczerzyłam się do sufitu.
- Niekoniecznie, właściciel tego domku wraca za jakieś pół godziny - Peat był bardzo zadowolony.
Zabrałam sobie poduszkę spod głowy i rzuciłam nią w szatyna. 
- Bardzo cię śmieszy ta sytuacja, prawda?
W ciągu pięciu minut zebraliśmy swoje rzeczy i ubraliśmy się. Pościeliłam łóżko, a Joel zadbał o dobre wrażenie wizualne domku. Potem chwilę gimnastykowałam się z moimi włosami, które już nie były chętne do współpracy i odstawały w różne strony.
Stanęłam przy motorze i sięgnęłam po kask, a Joel dopiero wyszedł na zewnątrz. Podbiegł do mnie i do swojego dziecka - motoru. Już chciałam wsiadać, gdy szatyn przyciągnął mnie do siebie za sprawą mojego szalika, obecnie luźno przewiązanego na szyi. Wpił się w moje usta.
- Pamiętasz, jak powiedziałem, że mogę się w tobie zakochać - zaczął - moja dziewczyno? - dodał, uśmiechając się zadziornie.
- Coś kojarzę - przekomarzałam się.
Otworzył usta, zamierzając coś powiedzieć, ale potem machnął ręką.
- Jedźmy, muszę jeszcze załatwić parę spraw przed wylotem.
Tym razem wcale nie wbijałam paznokci w jego żebra. Czułam się i tak wystarczająco upokorzona przez parę śladów, które stworzyłam na jego plecach w nocy. Już nawet nie zamykałam kurczowo powiek. Po prostu, cieszyłam się jazdą.
Zatrzymał się na mojej ulicy, gdzie wiało zupełną zwyczajnością. Ale wszystko było inaczej. Miałam Joel'a. Ta wiadomość zagnieździła się w mojej głowie, mimo że do końca jeszcze w to nie wierzyłam.
Zeskoczyłam z motoru i posłusznie oddałam kask. Joel zdjął swój, a potem potrząsnął głową, by jego włosy ułożyły się w idealny i seksowny sposób. Ogarnęło mi gorąco, gdy akurat zawiał zimny wiatr.
- Odwozisz mnie motorem pod moją kamienicę, po nocy spędzonej razem. Świetna pożywka dla mediów, nie uważasz? - spytałam.
- Myślisz, że nas śledzą? - rozejrzał się uważnie, po czym westchnął. - I tak świetnie wyglądasz. Nawet w mojej bluzie.
Zupełnie zapomniałam, że dał mi ją przed wyjściem z domku.
- Poczekaj, oddam ci ją.
- Żartujesz? Jest zimno, oddasz mi po powrocie - mówiąc to, poprawiał mi czapkę.
- Wiem, że mieliśmy chować to wszystko w tajemnicy... Nas - zaczęłam niepewnie.
- I tak za późno - wtrącił, uśmiechając się słodko.
- Więc mogę przyjechać na lotnisko? Chciałabym was pożegnać - zaproponowałam.
- Liczyłem, że to powiesz. Masz przyjechać, bez dyskusji. Oczywiście, nie musimy całować się na oczach wszystkich, ale... - ruszył brwiami.
- Chyba się spieszyłeś, prawda? - uniosłam brew, maskując uśmiech.
- Widzimy się za półtorej godziny - zastrzegł.
Cmoknęłam go w usta i gdy tylko odjechał, wcześniej machając, uciekłam na górę. Marzyłam o gorącej kąpieli, pełnym angielskim śniadaniu i czystym ubraniu. 

Zaparkowałam cadillac'iem na parkingu przy lotnisku. Spostrzegłam, że kilka samochodów dalej stał czarny van chłopaków z The Wanted. Truchtem przemieściłam się do wejścia.
Ludzie atakowali z wszystkich stron. Nie miałam pojęcia, gdzie iść. Pomógł mi tłum fanek, piszczących, robiących zdjęcia i śpiewających "Learn To Love Again". Ruszyłam w tamtą stronę.
- Fran! - zauważył mnie Jay.
Pomógł mi przeskoczyć przez barierkę, oferując swoje silne ramię. Potem standardowo mnie przytrzymał, żebym nie upadła.
Całe The Wanted się ze mną przywitało, podczas gdy uwagę zwracali na siebie chłopcy z Lawson. Pozowali do zdjęć z fanami oraz podpisywali płyty.
- Fajnie, że jesteś - Tom walnął mnie w plecy mocniej, niż zamierzał. - Tworzymy teraz niezłe trio! Lawson, The Wanted i Fancy.
- Czemu zawsze jestem ostatnia? - spytałam samej siebie.
Widziałam kątem oka, że Joel przystanął i czytał jakąś ulotkę. Zrobił przy tym wielce inteligentną minę, z której chciało mi się śmiać. Podeszłam do niego, wykonując cztery kroki. Podniósł wzrok, ulotkę schował do tylnej kieszeni spodni i wyciągnął ręce w moim kierunku.
Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on mocno mnie przytulił. Lekko kiwaliśmy się w lewo i prawo. Ukrył twarz w moich włosach.
- Będziesz na siebie uważać, prawda? - spytał. 
- Oczywiście. Przecież jestem twoją dziewczyną - odpowiedziałam szeptem, by nikt oprócz niego nie usłyszał.
- Ty też nie możesz uwierzyć, że już po tygodniu jesteśmy w związku? - niemal zobaczyłam, jak się uśmiecha jednym z tych swoim uroczych uśmiechów.
- Też. Jednak brutalna rzeczywistość już nas rozdziela - westchnęłam.
Oderwałam się od niego.
- Będę dzwonić i pisać tak często, że zaczniesz mieć mnie dość - zagroził z rozbawieniem.
- Nie pogardziłbym, gdyby taka ładna dziewczyna również i mnie przytuliła - rzucił Ryan niby obojętnie, przechodząc obok nas.
- Rhino, nie zazdrość - Joel przewrócił oczami.
Ostatecznie wtuliłam się jeszcze w pierś Fletcher'a. Podczas uścisku gładził mnie po plecach, co dawało mi uczucie bezpieczeństwa. A skoro przytuliłam dwóch, to Andy też wyciągnął w moją stronę ręce. Lekko mnie podniósł, i opuścił na podłogę. Czułam się okropnie widząc, że każdy z nich jej wyższy ode mnie co najmniej o głowę. Więc gdy uściskałam Adama odetchnęłam. Chociaż on był podobnego wzrostu, jak ja.
Podeszli do kasy biletowej, a ja wróciłam do The Wanted.
- Zmieniasz chłopaków jak rękawiczki - odezwał się Nathan.
- Hoho, chyba nie jesteś zazdrosny? - Max lekko uderzył go w brzuch.
Nathan przewrócił oczami i bez odpowiedzi podszedł do Jay'a.
- To znaczy, że jest zazdrosny - powiedział Tom teatralnym szeptem.
- Chcesz mi powiedzieć, że te plotki o tobie i Joel'u to prawda? - włączył się Seev.
Nie wiedziałam, czy potwierdzić. To nie był najlepszy moment na takie wyznania, a poza tym... To wszystko było świeże. Równie dobrze mogliśmy z Peat'em nie wytrzymać tej rozłąki.
Już otwierałam usta, by odpowiedzieć. Poczułam wibracje w kieszeni i rozbrzmiał refren piosenki 'I Found You'. Uśmiechnęłam się z zażenowaniem do moich rozmówców, którzy wymieniali rozbawione spojrzenia.
- Słucham, Słońce - zaświergoliłam.
- Witam, Skarbie - Ree lekko mnie przedrzeźniała. - Wiem, gdzie jesteś!
- Ciekawe, skąd?
- Na twiter'ze wrzy. Wszyscy piszą o twojej przyjaźni z Lawson, a szczególnie pod lupę biorą twój domniemany związek z jednym z nich...
- Długo by opowiadać. Wyjaśnię, jak się spotkamy - odparłam spokojnie.
- W tym problem, że spotkamy się zaraz po twoim powrocie z lotniska. Właśnie jadę do twojego mieszkania - powiedziała.
- Stało się coś?
- Wywaliło jakąś rurę w naszym apartamentowcu i nie mam gdzie mieszkać. Jeżeli ty mnie nie przygarniesz, to będę skazana na rolę kury domowej u The Wanted - w jej głosie wyczuwalne było błaganie.
- Już dobrze, znaj moje dobre serce - westchnęłam. - Jeśli nie będzie mnie, gdy dojedziesz, poproś pana Bartoli o klucz. Powinien cię wpuścić.
- Dzięki! Do zobaczenia.
- Bye - mruknęłam, mimo że Nareesha i tak już się rozłączyła.
Odwróciłam się z powrotem. Lawson właśnie ruszali w kierunku wejścia do samolotu. Przybiegłam do The Wanted, którzy ostatni raz się z nimi żegnali. Nie było czasu na przytulanie, musieliśmy się ograniczać.
- Powodzenia, zrobicie tam furorę - wtrąciłam, strącając Andy'emu czapkę z głowy.
- Najpierw mi życz, żebym się nie rzygnął w samolocie - Ryan się skrzywił, a ja mimowolnie parsknęłam śmiechem. 
- Boże - Joel teatralnie wzniósł wzrok ku niebu - spraw, żeby Adam nie zechciał grać na moim brzuchu jak na perkusji.
Jay zaśmiał się głośno.
Kolejka się ruszyła. Obdarowałam ich ostatnim uśmiechem, a kiedy moje oczy spotkały się z Jego, przypomniało mi się, że mam przy sobie jego bluzę.
Zrobiło mi się ciężko. Niewidzialna siła złapała mnie za gardło, prawie doprowadzając do płaczu. Kontrolowałam się. Nie chciałam, żeby jakakolwiek łza ujrzała światło dzienne. Nie chciałam, żeby to wszystko aż tak sztucznie wyglądało.
Siva objął mnie ramieniem.
- No i tak... Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie - powiedział.
- A wiesz, że twoja przyszła żona się do mnie wprowadza? - zmieniłam temat.
- Znam ten odruch! Znam to mrugnięcie powieką! To prawda? - podekscytował się.
- Jeeeju, już tak późno? - zerknęłam na zegarek Max'a. - Ree pewnie już zdążyła posprzątać mi połowę mieszkania, muszę uciekać - lamentowałam.
- Nie puścimy cię tak - Seev złapał mnie za nadgarstek, gdy próbowałam odejść.
- Seans filmowy u nas, dziś wieczór - Tom wypalił to pod wpływem olśnienia.
- Świetny pomysł! Zaprosimy jeszcze nasze dziewczyny, i tak dalej - włączył się Jay.
Moment. Ta wypowiedź brzmiała trochę dziwnie. Spojrzałam na Loczka z ukrywaną ciekawością i dziwnym smutkiem, ale on zdawał się tego nie zauważyć.
- Fran, zaprosisz swojego chłopaka? - Max szturchnął mnie w ramię.
Nathan, w tym samym momencie, ze zbyt dużą natarczywością ruszył na przód i zaczął przepychać się do wejścia z drapieżną miną. Przy okazji zahaczył o mnie swoim ramieniem. Podążyłam za nim wzrokiem.
- Nie przejmuj się, jest taki od rana - powiedział James.
- A co się stało rano?
- Przeglądał jakieś stronki plotkarskie. Nic ciekawego - Tom machnął ręką.
- Widzimy się wieczorem, pa!
Pobiegłam na parking, ale nigdzie nie zauważyłam Sykes'a. Zrezygnowałam z poszukiwań. Skoro był zły, to był zły. Nie chciałam bardziej go denerwować. Musiał mieć powody, by zachowywać się jak palant.

Co za kompromitacja.
Przepraszam wszystkich, którzy za sprawą tego rozdziału nabawili się jakiejś ciężkiej choroby psychicznej.
Starałam się jak najdelikatniej opisać TĄ scenę, i chyba nawet tak wyszło. To, że ogólnie cała sytuacja opisana jest okropnie, to już inna sprawa.
Już się nawet nie będę rozpisywać na temat fabuły...

Wszystko ustalone, choć jeszcze nieskończone. Ten blog doczeka się jedynie 23 rozdziałów, więc koniec jest blisko... <zabrzmiało tandetnie>
But we don't care! Kiedy chcecie, bym ruszyła z nowym blogiem? Na pewno ruszy przed 11. lutego, to mogę Wam obiecać.

Poddaję się, nie napiszę nic więcej. Komentujcie, takie tam.
Trzymajcie się!


9 komentarzy:

  1. Super rozdział ; d
    Czekam na nn .
    Zapraszam do mnie :
    http://opowiadanietw.blogspot.com/
    http://fanfictw.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ouu! Nath palant? Lubię to ;D
    Rozdział świetny! Scena była fajnie opisana, co ty od niej chcesz.
    Nathan zazdrosny co równa się conajmniej z zauroczeniem ;)
    Całość ogólnie cudowna. Stwierdzam, że nie umiem komentować, ale znaj moją uprzejmość i czytaj tą masakrę :P
    Weny! Czekam na nexta.
    P.S Bloga zacznij pod koniec przyszłego tygodnia, akurat będę miec ferie xDD

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdzial jest swietny!!
    Ale wolalabym aby akcja troche bardziej sie skomplikowala i zeby zaiskrzylo miedzy Fran a Jay'em lub Nath'em byloby ciekawie gdyby zaczela z ktoryms flirtowac i drugi bylby zazdrosny i wyznal swoja milosc do niej a ona zostawilaby Joela i byla z nim w zwiazku xD

    OdpowiedzUsuń
  4. No booski!Ale to już tradycja;D Czekam z niecierpliwością na nn.Weny;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudo! Uwielbiam Fran i Joela razem. Scenę miłosną opisałaś subtelnie. Podobało mi się to, sceneria i ich relacje. Jay i Nath wydają się zazdrośni. Ciekawe jak to rozegrasz. Wszystko mnie zadowoli. Choć w sumie teraz kibicuję Froel ;-) Szkoda że taki kròtki rozdział, ale perspektywa nowego opowiadania jest pocieszająca. Pozdrawiam i życzę częstszego wstawiania rozdziałów xD

    OdpowiedzUsuń
  6. A moim zdaniem Fran i Nathan strasznie do siebie pasują ^^
    Według mnie powinni być razem ; )
    Świetny rozdział.
    Czekam na nexta , weny !
    <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Nominowałam Cię do : The Versatile Blogger Award http://storywith--thewanted.blogspot.com/ ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział! Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudoooo!
    Uwielbiam Joela i Fran!
    Z niecierpliwością czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń